piątek, 31 stycznia 2014


Rozdział III

W tej chwili do ogrodu wpadła przerażona Alicja. Chwyciła Maję i mocno do siebie przytuliła. Popatrzyła gniewnie na Krystynę i odeszła.
-Alu, ta dzisiejsza sytuacja była dziwna, wytłumaczysz mi to?  -zapytała tajemniczo dziewczynka.
-Nie ma, co tłumaczyć, nie znam tamtej pani… -kłamała.
-Ale, to mogła być… -nie dokończyła.
-Nie nie mogła być! Nauczyłaś się na jutro?
-Ty tylko o tej nauce. Mamusie są rozrywkowe… -szepnęła Maja.
-Mamusie może są, ale ja nią nie jestem.
Maja podeszła do Ali i popatrzyła na nią gniewnie, po czym rzuciła jej się w ramiona. Przytuliła ją. Niania westchnęła.
-Szkoda ci mnie? Nie no, jest dobrze. Powiedzmy… -rzekła oblizując usta po miodzie.
-Jesteś naprawdę…
-Tak, wiem. Jestem naprawdę biedna. Nie mam mamy, ty prowadzisz życie w pośpiechu, ja nie mam osoby, która powiedziałaby mi ,,kocham cię”. –wyjaśniła.
-No właśnie, masz tak zniszczone życie a tak je kochasz.
-Im mniej masz tym mniej ci trzeba i tym więcej potrafisz docenić. No, bo patrz. Nie mam nic prócz ciebie i choć żyję w napięciu to cię kocham. Ty masz wiele. Dom, wolność, radość i mnie i nie doceniasz tego, bo rzeczy, które posiadasz są tak wielkie, że żadna mała już cię nie interesuje. A jak ja nie mam nic to każda najdrobniejsza radość jest dla mnie najwspanialszą minutą na ziemi. –wyjaśniła uśmiechając się.
Maja udała się do swojego pokoju, wyjęła książki i zaczęła się uczyć. Starała się skupić, jednak nie dawała rady. Wyjrzała przez okno, za którym biegały szalone dzieciaki z osiedla. Majka wiedziała, że niania i tak nie pozwoli wyjść jej do rówieśników, więc wymyśliła plan. Zeszła po schodkach do salonu, w którym sprzątała niania.
-Widzę, że sprzątasz. –oznajmiła Maja.
-tak.
-Też chcę pomóc, może coś w ogrodzie?
-W ogrodzie!? Nie ma mowy! Nie wierzę ci abyś poszła na dwór pracować, możesz pozmywać naczynia… -skarciła Maję.
-Em… no to… Wiem! Idź na górę i połóż się w łóżku, włącz telewizor a ja zajmę się tym piętrem. –zaproponowała przebiegle Majka.
-Twoja propozycja brzmi kusząco, ale wiem, że jesteś rozrabiarą.
Nastąpiła chwila milczenia.
-A dobra! –zaśmiała się Ala wręczając dziecku ścierkę.
Niania poszła a górę, zamknęła drzwi do swojej sypialni i po chwili słychać było chrapanie. Maja wyślizgnęła się cicho przez okno, bo otwierając drzwi z pewnością by zaskrzypiały i obudziły opiekunkę. Ciesząc się świeżym powietrzem podbiegła do koleżanek.
-O! Maja! Panna Alicja pozwoliła ci wyjść na podwórko? I to jeszcze w nowej sukience? –zdziwiła się Beatka, przyjaciółka Mai.
-Y… tak, tak. –skłamała rumieniąc się.
-Oj Maja, coś tu kręcisz… -spojrzała podejrzliwie Beata.
Do dziewczynek przybiegł Kajtek trzymając w ręku skakankę.
-No to, co? Któraś skoczy więcej razy niż ja? –postawił wyzwanie chłopak.
Ta propozycja bardzo kusiła Maję, więc dziewuszka podwinęła rękawki sukienki i chwyciła za sznurek. Uniosła dumnie głowę i zamachnęła skakanką.
-E… Słabo. –powiedział Kajtek wyrywając Majce skakankę.
Chłopak zaczął skakać, rzeczywiście był mistrzem. Dziewczynki spojrzały na siebie i spoważniały.
-Ha, ha, też tak potrafię! –zaśmiała się Maja.
Chwyciwszy skakankę zaczęła skakać jak mała żabka. Na nieszczęście krawędź wysunęła jej się z dłoni i upadła na beton. Całe kolano pokryło się krwią  a mała Maja wybuchając płaczem doczołgała się do domu.
-Nianio! –płakała Maja siedząc przed drzwiami.
Alicja słysząc płacz dziewczynki zbiegła szybko po schodach.
-Majka! Dziecko! Coś ty zrobiła?! –krzyknęła załamana.
Ala wzięła bandaż i spirytus. Opatrzyła ranę i przeniosła podopieczną do salonu, kładąc ją na kanapie.
-No dobra maleństwo, opowiadaj –powiedziała zdenerwowana niania.
-Bo ja… no, wiesz. Chciałam umyć blat i obsunęła mi się nóżka, więc upadłam. –wyjaśniła.
-Czy, aby na pewno księżniczko? –uśmiechnęła się.
-Albo nie! Ja chciałam wyjąć odkurzacz i zahaczyłam kolankiem o… chwilka… -przerwała sobie samej – a no tak już wiem. Zahaczyłam o miotłę.
-Czyli, co jest prawdą? –popatrzyła śmiejąc się Ala.
-No… to drugie. –zawstydziła się Majka.
Alicja wstała i popatrzyła na dziewuszkę.
-Więc jak wytłumaczysz brudną sukienkę?
-No… Ten… Wiesz, płyn do naczyń się wylał. –tłumaczyła nerwowo.
-Dobrze, twierdzisz, więc że upadłaś wyjmując odkurzacz, ale odkurzacz stoi w moim pokoju.
-E… Nie, nie źle mnie zrozumiałaś, ja chciałam umyć blat. –gorączkowała się dziewczynka.
-Oj młoda damo, troszkę chyba kłamiesz.
-Ja? A skąd, że.
Alicja otworzyła drzwi i zawołała Beatę. Posłuszna szybko przybiegła do Ali.
-Czy bawiłaś się z Mają?
-No tak, ale bardzo krótko, bo się przewróciła i chyba zdarła sobie kolano. –wyjaśniła Beatka.
W tym momencie rozległ się głos zapłakanej Majki.
-Nianio, nie wierz jej!
Alicja podeszła z powrotem do połamanej dziewczynki.
-Powiedz mi prawdę.
-Powiedziałam!
-Dobrze, w takim razie nie dostaniesz deseru. –powiedziała stanowczo Alicja.
-Ale, ale…
-Żadnych ale!
-No dobra… skakałam na skakance i się potknęłam po czym upadłam, chciałam wymknąć się na podwórko. –jęknęła.
-No i pięknie, ale i tak możesz tylko poważyć o deserze a zrobiłam tort cytrynowy. –uśmiechnęła się podstępnie niania.
  

                                          *** 
           






czwartek, 30 stycznia 2014


Rozdział II

-Maja kolacja! –Ozwał się donośny głos niani.
Maja szybko wstała. Zapomniała otrzepać sukienkę z pasku leżącego na schodach… Zirytowana Alicja spojrzała gniewnie na Majkę.
-Maju… Nie zapomniałaś, o czym? Czego cię uczyłam?!
Dziewczynka zarumieniła się i strzepała szary piasek z nowej, dopiero, co uszytej sukni.
-Wybacz droga nianio, to już się nigdy nie powtórzy. –obiecała zawstydzona sześciolatka.
Dziewczyny osiadły przy stole. Szykowała się obfita kolacja. Dziewczynka radosna jak zwykle chwyciła energicznie filiżankę z herbatką i wypiła trochę.
-Ekhm! –chrząknęła upominawczo Ala –Majka ręka!
Dziewuszka niewłaściwie piła herbatkę, powinna bardziej wyprostować rękę no i przede wszystkim unieść do góry mały paluszek. W dziecięcym oczku zakręciła się łza.
-Skoro mówimy o zasadach… -mówiła niania – to przynieś notes, w którym zapisujemy nowe zasady grzeczności i dobrego zachowania.
               Maja musiała zapisywać nowe zasady dotyczące dobrego zachowania w swoim notesie. Pod koniec dnia musiała się ich uczyć, gdyż niańka surowo tego pilnowała. Zeszyt ten miał dla Alicji szczególna wartość, jednak nie dla Mai.
               Dziewczynka podreptała po schodkach na górę do swojego pokoiku. Było on bardzo mały i ciasny. W rogu stał mały różowy tapczanik. Przy drzwiach widniała duża komoda a na środku duży liliowy dywanik. Ściany zdobiły pomarańczowe cegły. To przytulne pomieszczenie mieściło się na poddaszu, skąd bardzo dobrze widać było Migdałową Dolinę – miasteczko, w którym żyła Maja wraz z nianią. Ta miejscowość była piękna i malownicza. Liczne pagórki i doliny. Stojące blisko siebie zadbane domy z ogrodami botanicznymi. Z oddali widać było potężny las i wiele złotych od zboża pól. Nieopodal była piękna łąka z niewielkim jeziorkiem. Dom niani i Mai sąsiadował z chałupką pana Kowalskiego. Pan Kowalski był nadzwyczajnym człowiekiem. Nie miał żony ani dzieci. W zamian miał kota, który był dla niego wszystkim.
        Dom niani i Majki był bardzo duży, pomalowany na biało. Na parapetach rosły świeże kwiaty.
       Maja wróciła do kuchni trzymając niepewnie notes.
-Maju? Czy ty się boisz? –powiedziała groźnie niania
Dziewczynka skinęła głową.
-Maja… kochanie! –jęknęła litościwie, – ale czemu? Ja cię nie skrzywdzę! –Powiedziała Alicja przytulając dziewczynkę.
Po policzku dziecka spłynęła łza.
-Bo te twoje zasady, ja bym chciała jak inne moje koleżanki. Pójść do piaskownicy i ulepić zamek, zamiast pisać kolejną notatkę o prawidłowym postępowaniu.
-Tylko, że widzisz. Siedząc ze mną jesteś czysta, zadbana, ładna i grzeczna a jak byś poszła do tamtej bandy dzikusów… Eh…Sama już nie wiem. –posmutniała Alicja.
Po kolacji dziewczynka pobiegła do swojego pokoju i usiadła na tapczanie. Wyjrzała przez okno, koleżanki jeszcze śmigały po podwórku. Grały w klasy, śmiały się i cieszyły. W tym momencie do pokoju weszła niania.
-Mogę do nich wyjść? Choć na chwilę. Obiecuję nie pobrudzić jedwabnej sukienki, proszę Alu. –błagała zapłakana Maja.
-Nie. Załóż piżamkę i wskakuj do łóżka –uśmiechnęła się Ala.
        Ala chodziła do szkoły i miała tam wiele koleżanek. Marzyła, aby któregoś dnia wyjść sama na podwórko i pohasać z rówieśnikami. Dziewczynka była trzymana pod kloszem.  Znajomych widywała tylko w szkole. Po lekcjach przychodziła Alicja i odbierała dziewczynkę ze szkoły. Majka była cudownym dzieckiem. Potrafiła marzyć jak nikt inny. Wszystko szare i ponure widziała w kolorowych barwach. Widziała piękno w każdej małej rzeczy. Nikt nie doceniał świata jak ona.  Potrafiła wszystko docenić.
         Maja była bardzo wrażliwa i delikatna, miła i uprzejma, choć potrafiła narozrabiać.
         Maja otarła łzy i położyła się w łóżku, odmawiając przed snem modlitwę.
-Kochana… tak mi przykro. –szepnęła Alicja.
-Nie nianio, wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej. I tak wiem, że życie jest piękne. –odparła.
Alicja przymknęła drzwi do pokoiku i rozsiadła się w kuchni przy kompocie owocowym. Majka wcale nie próbowała zasnąć. Wstała i podeszła do szufladki w szafie. Wyjęła karton ze zdjęciami. Była tam ona i niania.
-Gdybym choć raz mogła powiedzieć do kogoś ,,mamo” zamiast ,,nianio”. – Myślała w głębi duszy mała Maja.
Słysząc kroki Ali, dziewczynka pędem wskoczyła do łóżka. Następnego ranka Maja obudziła się przed świtem. Ubrała spódniczkę i poszła do pokoju Ali. Kobieta spała. Maja zeszła do kuchni i zaczęła przyrządzać śniadanie. W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Dziewczynka stanęła przerażona i podeszła cicho do drzwi. Wyjrzała za zasłonkę i spostrzegła obcą jej kobietę. Odziana była w kraciastą bluzę i podarte spodnie. W ręku trzymała upominek zapakowany w mały zielony kartonik. Kobieta ponownie zakołatała. Tą nieznajoma była Krystyna, ciekawość jak toczą się losy Mai nie dawała jej spokoju. Po sześciu latach postanowiła odwiedzić córkę i nianię. Maja złamała szóstą zasadę notatnika ,,nie otwieraj drzwi obcym”. Krystyna widząc zmianę córeczki osłupiała.
-Maja? –zdziwiła się.
-Skąd mnie znasz? –zapytała tajemniczym głosikiem.
Krystyna nie mogła wyjawić prawdy.
-Ja? Jestem koleżanką Ali, jest gdzieś w pobliżu? –zapytała zmieszana.
Dziewczynka pobiegła pędem do sypialni Alicji.
-Ala! Ala! Nianio! –denerwowała się małolata.
-Majka! Jest świt. Idź spać. –zirytowała się niania.
-Ale, jakaś pani jest w domu. –szepnęła zawstydzona wiedziała, że czekają ja niemałe kłopoty.
Te słowa postawiły opiekunkę na nogi. Kobieta zbiegła po schodach, ujrzawszy Krystynę poczuła wielki niepokój. Bała się, że kobieta chce zabrać swoje dziecko. Ala była bardzo zżyta z Mają i za nic by jej nie oddała.
-Maju, idź nakarm kury. –wydała polecenie Ala.
Pomimo to, że były zamożne i można by rzecz, że były damami to mieszkały na farmie.
-Po, co tu przyszłaś? – zdenerwowała się Ala.
-Ciekawi mnie, co się dzieje z moją córką. Nie martw się nie zdradzę swojej tożsamości. Przybywam, jako twoja przyjaciółka, pozwól mi z nią porozmawiać. Jest taka ładna...
-Zapewniam jej najlepsze warunki do życia… -parsknęła opiekunka.
Tymczasem zadowolona dziewczynka biegała po farmie rozrzucając ziarno dla kur. Widok zbliżającej się Krystyny niesamowicie ją zdumiał.
-Nie przypuszczałam, że będziesz taka piękna. –przykucnęła Krysia.
Maja czuła się niepewnie, więc tylko patrzyła bezruchu.
-A powiedz mi… ja twoje talenty?
Dziewczynka wciąż stała bezruchu i milczała.
-Talenty. Wiesz, co to, prawda? Ojej, no wiesz na przykład… śpiew.
-Maluję. –uśmiechnęła się dziewuszka.
-Nie sądzę, abyś była koleżanką mojej niani. Wyglądasz… jak… -zamyśliła się –jak ja!
Kobieta czuła, że serce podchodzi jej do gardła.
-E… głupoty pleciesz. Wiesz, coś o swojej mamusi? –dopytywała.
-Wiem niewiele. Ale bardzo bym chciała ją poznać, podobno żyje, ale nic o niej nie wiadomo. Nie uważasz, że postąpiła nieładnie, zostawiając mnie bez rodziców? –zasmuciła się Maja.
-Tak, jesteś biedna. Teraz żałuję, że cię oddałam…
-Słucham? –Dziewczynka osłupiała, otworzyła szeroko oczy i dodała – Jesteś moją mamą?
   

                                                  ***********************
                                                  CIĄG DALSZY NASTĄPI
                                                 ************************
  


środa, 29 stycznia 2014


Rozdział  I
                          

            W piękny lipcowy poranek, pośród kolorowych pól i licznej roślinności na kamiennych schodach siedziała mała, radosna dziewczynka, w wieku sześciu lat. Piękne brązowe włosy spływały jej delikatnie na ramiona. Włosy były lekko falowane a na czoło opadała prosta grzywka. Zdumiewające były jej głębokie, piwne oczy. Była bardzo niska i szczupła. Obecnie miała na sobie różową sukienkę z kwiatkami przy szyi i lekkie buciki, spod których wystawały falbaniaste, białe skarpetki. Mówiła w niezwykle modny sposób, ale to wszystko przez Pannę Alicję. Ta kobieta miała trzydzieści cztery lata. Pochodziła z bardzo bogatej rodziny, gdy osiągnęła dwadzieścia lat zakochała się w Bartoszu. Po kilku latach pobrali się i chcieli mieć dziecko. Niestety Alicja była bezpłodna i marzenie o własnym dziecku legło w gruzach. Bartosz stwierdził, że skoro nie może mieć własnego syna z Alicją to będzie miał go z inną dziewczyną. Mówiąc to mam na myśli, że Bartłomiej zostawił Alę. Dziewczyna załamała się i przeprowadziła się na wieś. Szukała nowego partnera ale bezskutecznie. Pewnego dnia kobieta skręciła kostkę, udała się z trudem do pobliskiego szpitala. Czekając w kolejce usłyszała płacz niemowlęcia. Dźwięk dochodził z Sali porodowej, tam też podeszła. Zajrzała niepewnie do pokoju. Leżała tam obca jej kobieta a obok maleństwo w łóżeczku. Dziecię głośną płakało i wyło, a żadna osoba ze służby nawet się nim nie zainteresowała.
-Może coś je boli? –pomyślała Ala, podchodząc do łóżeczka.
Uśmiechnęła się do dzieciny, po czym spojrzała na kobietę, prawdopodobnie mamę dziecka.
-Idź. –ozwał się niski głos mamy.
-Pomóc? To dziecko płacze. –zapytała troskliwie Ala.
-Wiem. –rzekła oschle.
-Pójdę po pielęgniarkę…
-Nie. –oznajmiła, jak pójdziesz to naślę na ciebie policję i nigdy się nie pozbierasz. –wymamrotała otwierając groźne oczy.
-Spokojnie, chcę tylko pomóc, to dziecko na pewno czegoś potrzebuje.
-Wiem! Wynocha! –jęknęła podnosząc głos
Alicja pobiegła po pielęgniarkę. Po minucie przydreptała oddziałowa.
-O nie! –wrzasnęła pani Lucyna (pielęgniarka). – Dziecko się dusi!
Mama dziecka odwróciła się na drugi bok i westchnęła. Alicja przyklękła obok łoża kobiety.
-Pewnie się pani bardzo martwi. Proszę zachować spokój. Na pewno dziecko wróci do formy. –Pocieszała Alicja drżącym głosikiem.
-Przepraszam bardzo! Nie wiem, kim pani jest, ale wtrąca się panienka w moje prywatne życie, nie interesuje mnie ten dzieciak! –krzyknęła nerwowo
-Słucham? To depresja po porodowa, nie można się zniechęcać…
-Proszę mnie zostawić w spokoju! Nic pani nie wie o moim życiu. Wpada pani do Sali jak strzała i niszczy panna moje życie. Wynoś się, bo będzie źle.
Alicja opuściła pokoik siadając na krzesełku przed gabinetem ortopedy. Lekarz zaprosił Alicję do gabinetu. Owinął bandażem kostkę i wręczył kula. Kobieta wychodząc z gabinetu spostrzegła mamę dziecka stojącą naprzeciw Ali.
-Oddam pani Majkę. –powiedziała zawstydzona.
-Kogo?! –krzyknęła zdziwiona
-Maję, moje dziecko.
-Pani… Pani… oszalała?! Z tego co rozumiem chce pani oddać mi to niemowlę leżące w Sali obok?! – dopytywała nie wierząc własnym uszom.
-Tak. –szepnęła dyskretnie.
-Ja nie wiem, co mam zrobić. Żegnam. –jęknęła przestraszona Ala. Wzięła nogi za pas i uciekła ze szpitala kuśtykając na jedną nogę.
W domu długo o tym myślała. Doszła do wniosku, że chętnie przygarnęła by to dziecię. Następnego dnia szukała adresu tej pani ze szpitala. Pojechała tam.
-Witam. Ja… myślałam o tej sytuacji i jeśli … no… to dziecko, ja je wezmę. –dukała zszokowana kobieta
Po chwili namysłu mama przyniosła malucha owiniętego kocykiem. Przekazując go w ręce Ali patrzyła jej głęboko w oczy.
-Krystyna! –krzyknęła niespodziewanie Alicja.
Kobieta zaniemówiła. Nastąpiła chwila ciszy. Dziewczyna przełknęła ślinę i odezwała się przerażona.
-Więc mnie znasz…
Krystyna to koleżanka Ali z harcerstwa. Jako małe dziewczynki był doskonałymi i wytrwałymi harcerkami. Po dwudziestu dziewięciu latach przerwy Alicja rozpoznała koleżankę.
-To ty…, Ale mnie zdziwiłaś?! Mając pięć lat nie przypuszczałam, że spotkam cię w tak niecodziennej sytuacji…
-I ja. Dobra, trzymaj się, od teraz masz córeczkę, tylko proszę nie zmieniaj jej imienia i jak podrośnie… powiedz jej, że jesteś jej nianią, a nie mamą. –oznajmiła ze smutkiem kobieta.
-Powiesz mi, czemu zostawiasz Maję?
-Po prostu. Nie chcę mieć dzieci, Bartek też. Chciałam oddać do adopcji, ale wiedząc, że ty je przygarniasz będę lepiej się z tym czuła.
-Zaraz, zaraz. Powiedziałaś Bartek?
-No tak. Mam męża, Bartosza.
W tym momencie zza drzwi wyszedł mąż. Bartosz! To był ten sam Bartek, z którym wzięła ślub Ala. Kobieta osłupiała, Bartosz również.
-Bartosz Nowakowski? O nie! Chyba śnię?! Musimy porozmawiać. –krzyknęła oniemiała Alicja. –Zostawiłeś mnie, bo nie mogłam mieć dzieci, tą moją zastępczynią była Krystyna, dobra to mi nie przeszkadza, ale masz wreszcie dziecko i go nie chcesz?! –dodała kierując te słowa do mężczyzny.
-W sumie to tak. –oznajmił
Alicja nie powiedziała już nic, wzięła Maję i pożegnała Krystynę…
        Tak właśnie Alicja stała się nianią Mai. Dziewczynka doskonale znała tą historię, dlatego nigdy nie odważyła się powiedzieć do niani ,,mamo” .
       Panna Ala wychowywała dziewuszkę bardzo surowo i rygorystycznie. Uczyła ją być damą. Maja mimo to bardzo kochała nianię, bo potrafiła być również jak mamusia, której wyglądu nawet nie znała.

Cześć! Zaczynam pisać nową serię opowidań o Mai.
Kategoria: Bigraficzne, przygodowe.
Będzie mi miło jak skomentujecie ;)