poniedziałek, 19 maja 2014


                                                                     Rozdział  18
Poszukiwania ideału

Tego dnia padał ulewny deszcz, kłębiaste chmury okryły całą wioskę. Co jakiś czas widać było wyraziste błyski i słychać było dźwięczne pioruny ciskające o najwyższe wzgórze.
Maja siedziała w swoim ciasnym pokoiku obserwując strugi deszczu spływające po świeżo umytych szybach.
-Nianio? –szepnęła wchodząc do sypialni. -Mogę jechać teraz do miasta?
-Oszalałaś?! –wrzasnęła odkładając gazetę. –Po co!
-Czuję się odcięta od społeczeństwa.
-Jest fatalna pogoda, nikogo nie spotkasz.
Dziewczynka usiadła na łożu obok opiekunki.
-Bo ja… chciałabym mieć chłopaka.
-Co?! Ty masz trzynaście lat. Tylko!
-Aż –jęknęła.
-Myślisz, że w mieście kogoś spotkasz?
-No… tak też uważam.
-Dziecko, wyjdź z pokoju i mnie nie denerwuj.
Majka opuściła pokój trzaskając drzwiami. Zdenerwowana wybiegła z domu. W ciągu minuty była cała mokra. Wyruszyła przed siebie…
Pędziła, jak najdalej od domu, nie chciała tam pod żadnym pozorem wracać. Pragnęła poznać chłopaka swoich marzeń.
-Hm… Widzę tam jakiegoś chłopca, nie wygląda na przystojnego ani mądrego, więc zrobię na nim mały test –myślała –przytulę go i zobaczę jak zareaguje.
Majka podeszła do niego tak, że on jej nie widział. Przytuliła go od tyłu. Zatrzymał się i delikatnie odwrócił głowę do tyłu. Jak się okazało nie był taki brzydki, a nawet przeciwnie. Maja poczuła jak wali jej serce, bo chłopak chwycił jej małe dłonie i przyłożył je sobie do klatki piersiowej, lekko się uśmiechnął i popatrzył jej głęboko w oczy.
-Przepraszam –wydusiła z siebie. –nie wiedziałam, że będziesz taki przystoj… to znaczy… pójdę już może.
-Czekaj. Ty też jesteś… ładna –powiedział rumieniąc się. Co tu robisz?
-Ja… uciekłam z domu. Mieszkam w Migdałowej Dolinie.
-Żartujesz?! Ja mieszkam w Szumiących Sadach, to przecież tak blisko… Mam czternaście lat i… nazywam się Rafał.
-Boże… ty jesteś idealny… Ja mam trzynaście i jestem Maja.
-Wiem, że szybko, ale po prostu zakochałem się w tobie, więc… może zostaniesz moją dziewczyną?
-No… zgadzam się! Tylko pamiętaj moja mama nie może się dowiedzieć.
-O! A twój tata może?
-No… też nie –kłamała. Nie wrócę na razie do domu.
-Jak to?
-Nie chcę widzieć niani. To znaczy rodziców.
Rafał dziwnie na nią spojrzał, jednak przemilczał ten moment.
-Mam plan. Chodź! –powiedział.
Chwycił ją za szorstką dłoń i zaprowadził do swojego domu. Przedstawił ja rodzicom jako zabłąkaną dziewuszkę dzięki temu rodzice nie oburzyli się tym że panienka przez kilka nocy będzie tu spała.
-Dobranoc –powiedział zamykając jej drzwi do pokoju.
-Dziękuję, dobranoc –uśmiechnęła się.

niedziela, 9 marca 2014

Bardzo was przepraszam, ale nie będę mogła dodawać nowych rozdziałów do końca miesiąca, zbliża się test kompetencji i muszę się uczyć, przepraszam ;c

piątek, 7 marca 2014


Rozdział 17              
Odnowiona znajomość

Niespodziewanie do pokoju weszła Alicja, która zdumiona widokiem swojego chłopaka bawiącego się z maleńką Mają wpadła w zachwyt. Lekko się uśmiechnęła i wyszła. Następnego poranka Maja udała się ze swoim kociakiem na podwórko. Natychmiast przybiegły tłumy dzieci z jej szkoły.
-No, no Maja, kto ci go dał? –zapytała Beatka głaszcząc łaszącego się malca.
-Chłopak mojej niani.
-O… może chcesz iść ze mną do parku, albo nie. Do mnie do domu. Przyjdź dziś na obiad ja i mamusia ugotujemy kurczaka –zaproponowała uprzejmie Beatka.
-Tak! Z przyjemnością.
Dziewuszka z krzykiem radości wbiegła do domu informując nianię o zaproszeniu. Już o jedenastej Maja była wystrojona w odświętną spódnicę i koronkową koszulkę. Stała niespokojnie przed lustrem i poprawiała roztrzepaną fryzurę.
-Bierzesz Nelsona? –zapytała Alicja rozwiązując krzyżówkę.
-Tak.
-Nie wydaje ci się, że Beata zaprosiła cię tylko po to by pobawić się z kotem?
Maja zaprzestała swą czynność i spojrzała posmutniała na niańkę.
-Aby sprawdzić zostaw kota w ogrodzie.
Dziewczynka nałożyła bawełniane rękawice i wyszła z domu. Chwilę później zakołatała do stalowych drzwiczek. Przed jej przypudrowanym noskiem stanęła wysoka i szeroka kobieta, obok której widniała sylwetka odświętnie odzianej Beaty.
-Wejdź Maju –ozwała się gospodyni.
Dziewuszka zsunęła pantofelki i rozsiadła się na bujanym wiklinowych fotelu. Beatka przyniosła sztućce i talerze, a jej matula wniosła obiad. Posiłek wyglądał bajecznie. Na środku talerza widniało udko z kurczaka w sosie paprykowo –ziołowym, obok leżała marchewkowa sałatka i ziemniaczki. Na stole pojawiła się również waza z zupą fasolową i dzbanek z sokiem porzeczkowym.
-Och, jaka uczta! –zachwycała się Maja krojąc kurczaka.
Beatka z uśmiechem popatrzyła na nianię.
-Beata? –zapytała nieśmiało dziewczynka –lubisz koty?
-Tak, bardzo.
-A chciałaś aby go wzięła ze sobą?
-Gdzież by mam alergię na sierść tych uroczych zwierzątek –twierdziła uparcie krojąc twardy kawał mięsa.
Po obiedzie mama wyniosła brudne talerze i dziewczynki zostały same.
-Powiedz mi Maju lubisz mnie?
-Tak a ty mnie?
-Oczywiście inaczej bym cię nie zapraszała –jęknęła naburmuszona Beata.
-Chcesz być moją przyjaciółką?
-Y… no…chciałabym a ty moją?
-Marzę o tym. To, co zawieramy pakt przyjaciółek na zawsze?
-Genialny plan.
I tak dziewczynki zawarły wieczną przyjaźń. Następnego dnia kobietki wybrały się na spacer po parku. Rozmawiały ze sobą i wymieniały swoje poglądy. Okazało się, że mają to samo marzenie: spotkać panią Uraninę Evans –słynną poetkę z Końskiego Brzegu…Kolejnego dnia do Migdałowej Doliny doszła wspaniała wiadomość, w sobotę miała przyjechać Uranina Evans, aby rozreklamować swój nowy tom wierszy. Dziewuszki natychmiast się spotkały i wpadły na pomysł urządzenia przyjęcia domu Mai.

środa, 5 marca 2014


Rozdział 16
Uroczy przybysz

Tego dnia powietrze było bardzo gęste i ciężkie, a sierpniowy poranek zapowiadał się być bardzo upalny. Alicja nie czekając rozwieszała energicznie pranie na sznurku pojąc się duchotą poranka, a maleńka Maja sprzątała swój pokój. Była to sobota, czyli dzień, w którym cała Migdałowa Dolina zabiera się za generalne porządki. Oczywiście Wojtek nie omieszkałby nie odwiedzić swojej kochanej Alicji. Zapukał lekko do drzwi trzymając w prawej ręce jakąś nietypową skrzyneczkę. Wrota otworzyła przejęta dziewczynka, która zmywała ubłoconą podłogę.
-Zaraz zawołam Alę –powiedziała na przywitanie Maja.
-Ale ja przybywam do ciebie –uśmiechnął się spoglądając na czyste mieszkanie.
Kobietka natychmiast odłożyła ścierkę i otarła spocone czoło.
-Przyjmij proszę ten dar –rzekł dostojnie mężczyzna.
Dziewuszka uniosła delikatnie brwi ze zdziwienia, po czym uchyli wieko pudła. Nie wierzyła własnym oczom, bo z kartonika wysunęła się mała biała łapka. Po chwili rozległ się pisk radości, który wydobył się z dziecięcych ust. Położyła kartonik na podłodze i wyjęła ,,prezent”. To był maleńki kotek, mający sześć tygodni. Stanąwszy na śliskich, umytych panelach zaczął się ślizgać i skomleć. Ta mała kulka futerka miała błyszczące błękitne oczy i mały kremowy nosek, który wąchał każdą napotkaną rzecz. Sierść była bardzo długa, wymagająca pielęgnacji. Był to samiec, ocierał się o kolana kucającej Mai i cichutko miauczał. Natychmiast wstała i poszła po spodek od słoika. Nalała do niego mleczko i postawiła przy drzwiach.
-Cieszysz się? –zapytał nieśmiało Wojtek.
-Ależ oczywiście! To moje marzenie –uśmiechała się głaszcząc pojącego się kocurka.
-Więc, jak będzie się zwał?
-Hm… -Majka zaczęła rozglądać się zadumana po kuchni –Może… Nelson? –zaproponowała patrząc na intruza.
-To genialny pomysł!
Chwilę potem zjawiła się zmęczona Ala, widząc Wojtka i Maję siedzących razem na kanapie wpadła w taką wielką radość, jednak, gdy minutę potem spod dziewczęcej dłoni wynurzyła się mała biała, puchata główka jej szczęście zupełnie zniknęło.
-Co to za śmierdziuch siedzi na mojej kanapie?! –krzyknęła Alicja myjąc brudne dłonie.
-Alu –mówił spokojnie Wojtek, obejmując swoją ukochaną –to kotek, podarowałem go Mai, aby była weselsza, bo wiem, że nie zbyt darzy mnie sympatią.
-To jest przekupstwo! –rozzłościła się kobieta.
Maja szybko wstała z sofy i biorąc Nelsona na ręce podeszła do rozdrażnionej niani.
-Patrz –powiedziała Maja kierując słowa do niani – to Nelsuś jest senny zaniosę go do mojego pokoiku. Wojtek? Pomożesz mi zrobić mu legowisko?
-Tak, z przyjemnością –powiedział całując nianię w policzek.
-Trochę nie wiem jak się nim zajmować –oświadczyła dziewuszka kładąc kotka na łóżku.
-To ja ci powiem. Będzie to kocur typowo wiejski, czyli rano musisz wypuszczać go na podwórko i zawsze mieć uchylone drzwi wejściowe, aby Nelson mógł w każdej chwili wejść i napić się świeżej wody. A na wieczór około osiemnastej zabierasz go na noc do domu, w którym będzie hasał. Rozumiesz –objaśniał patrząc jej w oczy.
-Czyli cały dzień ma być w ogrodzie? –dopytywała.
-Tak. Więc kotek w domu będzie tylko wieczorem i w nocy i trzy razy dziennie musisz go karmić.
-O jej, jestem taka szczęśliwa spełniło się moje marzenie –mówiła cichutko dziewczyka głaszcząc Nelsusia.
Towarzystwo zaczęło budować legowisko. W kącie pokoju położyli duże pudło, w którym umieścili włochaty kocyk i poduszkę oraz kilka niewielkich zabawek.




poniedziałek, 3 marca 2014


To już prawie 1000 wejść, bardzo wam kochani dziękuję =) 


Rozdział 15
Napad złości 
-Dlaczego?
-Nie będę z nikim dzieliła niani!
Po powrocie Ali, Maja bardzo posmutniała. Zakochani siedzieli na sofie i z czułością rozmawiali. Mężczyzna udał się do pokoiku dziewczynki i delikatnie zapukał.
-Jeśli to ty Alu, to zapraszam. A jeśli to ty intruzie to wypraszam –wyjaśniła niemile Maja.
-Och, dziecino porozmawiajmy…
Wojtek poirytowany wszedł do pokoju i usiadł na puszystym dywanie.
-Bardzo ładny pokój, o! Ile tu maskotek. A masz jakieś zwierzątko? –zaczynał spokojnie rozmowę Wojciech.
-Mam, kury.
Intruz zaśmiał się.
-Widzę, że niezły z ciebie dowcipniś –powiedział rozglądając się po pokoiku.
-Lubisz koty?
-Tak –odpowiedziała bez entuzjazmu.
-Ej, no Majka... musisz mnie zaakceptować i podzielić ze mną swoją urodziwą Alicję –uśmiechnął się oglądając jedną z maskotek.
W tej chwili dziewczynka energicznie zgramoliła się z fotela i pobiegła do kuchni, w której przebywała Alicja.
-Wygoń go z naszego domu! –krzyczała rozgniewana.
-Maszeruj do pokoju po notes.
-W takim razie sama to załatwię –burknęła nie zwracając uwagi na polecenie Ali.
Maleńka Maja wpadła do swojego pokoju jak burza i zaczęła wrzeszczeć.
-Wypad z mojego domu! Nie chcę cię znać!
Wojtek wstał otrzepał spodnie z kurzu i złapał dziewczynkę za ramię.
-Nie, proszę. Nie chcę, aby między nami panował, jaki kolwiek konflikt.
Alicja słysząc nieznośne wrzaski buntowniczki zrzuciła z siebie fartuch i pobiegła szybko do pokoju ciągnąc Majkę za ucho do swojej sypialni. Zatrzasnęła drzwi a Wojciech został w sypialni Mai.
-Masz mi się tu dobrze zachowywać! Co to za pyskowanie do mojego chłopaka? –wrzeszczała rozdrażniona Majka.
Dziewczynka wybuchnęła płaczem a niania poczerwieniała jak burak.
-Za karę nie zjesz kolacji i deseru.
Następnego dnia wygłodzona Maja wyszła ze swojego dusznego pokoju. Schodząc do kuchni po skrzypiących schodach spostrzegła Alicję i Wojtka pijącego razem kawę. Maja udawała, że ich nie widzi. Przygotowała sobie owsiankę i zasiadła samotnie przy okrągłym stoliku. Opiekunka podeszła do zasmuconej Mai i usiadła naprzeciw niej.
-Zastanowiłaś się nad swoim wczorajszym zachowaniem? –zapytała patrząc na oczy Mai przykryte przetłuszczoną grzywką.
Dziewczynka westchnęła i odsunęła miseczkę. Odwróciła się za siebie i popatrzyła groźnie na Wojciecha.
-Czyli, że nie. Wędruj do swojej sypialni i przesiedź w niej dzisiejszy dzień. Aha, i daj znać jak już to wszystko obmyślisz –zasugerowała niemile Ala.
-Nie Alicjo, nie bądź taka zła. Ona jest nastolatką i chce mieć prawo do wyrażenia swojej opinii –bronił Wojtuś.
-Ale nie tym tonem.
-Och kochanie! –Wojtek wstał i przytulił Maję –Ta niewinna istota nie ma złych zamiarów.
Tak właśnie mężczyzna obronił Maję przed karą.
-Nie myśl, że cię bardziej polubiłam –powiedziała Maja następnego dnia do intruza. 
-Ach, gdzież bym śmiał tak myśleć –uśmiechał się szyderczo.

sobota, 1 marca 2014


Rozdział 14
 Miłość

Zbliżało się południe, małej Mai zaczął doskwierać głód, jednak nie śmiała poprosić panny Filipiny o obiad. Kobiety siedziały w milczeniu.
-Posiedziałabym u pani dłużej, ale muszę szukać niani, jak nie wróci do wieczora to będzie bardzo źle.
Filipina otworzyła drewnianą furtkę i pożegnała się z przestraszoną dziewczynką. Maja wróciła do domu pełna lęku i obawy. ,,A co jak sąsiadka ma rację? Jak mam pomóc Ali?” W nieoczekiwanym momencie do domu weszła Alicja! Nie była, jednak sama. Maja zerwała się na równe nogi i podbiegła do niej.
-Któż to taki? Gdzie byłaś? Widziałaś już ducha stryja panny Filipiny? –dopytywała pełna bojaźni.
-Kochana, tak mi przykro musiałam rano wyjść, a tak smacznie spałaś, więc nie chciałam cię budzić i wprowadzać zamieszania –tłumaczyła się oblizując usta.
-Och! Wytłumaczysz mi to…, co to za obcy facet!?
-Porozmawiamy przy obiedzie –uśmiechała się.
Dawno nie była taka wesoła i pełna entuzjazmu.
-Jak my nawet nie mamy obiadu! –gorączkowała się dziewuszka.
-Ależ, oczywiście, że mamy. Leży w spiżarce.
Alicja nakryła do stołu śmiejąc się ukradkiem z ,,nowym przybyszem”, tymczasem Maja siedziała już przy stole. Obiad zagościł już na talerzach a towarzystwo zasiadło na miękkich krzesełkach.
-No dobrze… -zaczęła pogodnie Ala –To jest Wojtek Kilof i ma trzydzieści pięć lat. Poznaliśmy się dziś rano. Szłam do sklepu kupić ziarna dla kur i on otworzył mi drzwi –rumieniła się trzepocząc gęstymi rzęsami – Tak się poznaliśmy.
-I, kto to taki?
-Wojtuś jest najlepszym rolnikiem w dolinie. Jego plony są najdroższe i najsmaczniejsze, głównie kukurydza i … -Alicja namyślała się chwile patrząc bezmyślnie na talerz – I buraki cukrowe.
-Chodzi mi o to, kim jest dla ciebie.
 -Y…no…
-Alicja chce powiedzieć, że jesteśmy parą –przerwał niegrzecznie mężczyzna popijając szklanką zimnej wody.
Na twarzy Alicji pojawił się szeroki uśmiech, jednak buźka Mai nie wyrażała ani trochę radości.
-A teraz Maju, wytłumacz mi, o jakim duchu mówiłaś? –powiedziała Ala  nabierając makaron na widelec.
-Eh… nieważne, panna Filipina chyba zwariowała.
-Też mi nowość, ona zawsze uważana była za wariatkę…, czemu właściwie do niej poszłaś?
-No, bo przestraszyła mnie twa nieobecność.
-Trzeba było iść do pana Yumia.
-Co! To jest jakiś nie czasowy chińczyk, za nic do niego nie pójdę.
-Nie czasowy, ale mądry. Nie oceniaj ludzi po wyglądzie. Trzeba być tolerancyjnym. A teraz proszę przynieś dzienniczek dobrych manier, chyba jeszcze nie pisałaś o tej zasadzie –rzekła Alicja wycierając usta serwetką.
Dziewczynka grzecznie poszła na górę po notes i zapisała nową manierę.
Gdy dziewczynka zeszła z powrotem do jadalni nie zastała niani, dowiedziała się, że udała się do Filipiny.
-Poznajmy się –ozwał się mężny głos Wojciecha.
-Nie lubię cię –oznajmiła poprawiając warkocz.

piątek, 28 lutego 2014


Rozdział 13 

Następnego dnia Maja wstała bardzo wcześnie. Słońce delikatnie przebijało się przez muskane wiatrem zasłonki, a płatki dmuchawców unosiły się na rześkim powietrzu.
-Alicjo! Jakiś mamy cudowny poranek –krzyknęła uradowana Maja.
Ku jej zdziwieniu w domu nie zastała niani. Obeszła go dookoła i zmartwiona usiadła na krzesełku kuchennym. Pobiegła ubrać się w dostojne ubranie i postanowiła zajść do sąsiadki Filipiny. Ta kobieta była wyjątkowo bogata i bardzo cieszyła się, gdy odwiedzali ją ludzie. ,,Czuję się wtedy jak słynny człowiek, do którego przychodzą po autograf” –twierdziła Filipina. Maja zatrzasnęła sosnowe drzwiczki i podreptała do sąsiadki. Kobieta uchyliła lekko wrota i wyjrzała ,,kto to”.
-Spokojnie panno Filipino, to ja Maja –zaśmiała się wesoło.
-Nie ufam –szepnęła przymykając drzwi.
-Oh! To ja maleńka Maja podopieczna panny Alicji.
-Ho, ho tak to i ja umiem. Jestem Alicja opiekunka Mai.
-Ależ panno Filipino! Coś pani dolega? Czemu pani się lęka? –martwiła się Maja odczuwając chłód, który niósł poranny wietrzyk.
-Och, nie lękam się. Jestem nieufna.
-Czemu? Proszę mnie wpuścić, zaginęła Alicja potrzebna mi pomoc.
Filipina namyślała się dłuższą chwilę, po czym wahając się czy dokonała słusznej decyzji wpuściła dziewczynkę.
-Zdejmij buty –rzekła kobieta przyglądając się Majce.
Dziewczęta udały się do salonu, który jak zwykle przystrojony był w bazie, lawendę i storczyki.
-O! Jakże pięknie wygląda dziś Elezedora! – zachwycała się Maja zaciskając dłonie.
Elezedora była zielonkawą papugą, mieszkającą w metalowej klatce. Filipina była bardzo przestraszona i niespokojnie wodziła wzrokiem po pokoju.
-Widzę, że pani się boi –oznajmiła patrząc w Filipińskie oczęta.
-Oj, boję, boję…
-Czemuż to?
-Jesteś za mała, jeszcze cię nastraszę –powiedziała zniechęcona.
-Jutro kończę jedenaście lat, proszę się nie lękać.
-A, więc, wczoraj widziałam ducha mojego zmarłego stryja. Błąkał się po ogrodzie wydając przerażające dźwięki.
-Jakie?
-Coś jak ,,Uuu” ,,Aaar” –naśladowała przejęta kobieta.
-To straszne!
-No właśnie. O! O! To jeszcze nie wszystko, gdy ujrzałam go w ogrodzie i patrzyłam chwilkę na niego to on niespodziewanie poszedł, później nie mogłam znaleźć mojej sakwy z jego zdjęciami i najwspanialszej po nim pamiątki –żółtego talerzyka.
-Och, panną Filipino, to mógł być przypadek.
-Ale nie był! To zaginęło… -kontynuowała dotykając swoją blada twarz – I jeszcze dzisiejszego poranka… chwila przed twoją wizytą on przyszedł ponownie. Trzymał jakiś worek taki jak na ziemniaki a w nim były moje kosmetyki, które również zniknęły z łazienki.
-No cóż. Dziwne rzeczy… nie mam pojęcia, co powiedzieć –krępowała się przestraszona maleńka.
-Nic nie mów, zostań tu do wieczora.
Filipina była starą panną i mieszkała sama w tak wielkim domu.
-Z chęcią, ale muszę poszukać Alicji, zniknęła o poranku, myśli pani, że to porwanie?
-Ala? Ala! –wrzasnęła otwierając szeroko oczy –to wszystko jest ze sobą powiązane. Przecież Alicja doskonale znała mojego stryjka a on ją. Pewnie po nią przyszedł.
-Jak to ,,przyszedł”? –zaniepokoiła się Maja spoglądając kobiecie w oczy.
-Bo patrz, on mnie nawiedza i się o coś upomina, bo mnie dobrze znał i byłam mu bliska. Tak samo z Alką.


środa, 26 lutego 2014


Rozdział 12 

Maja milczała przez całą drogę powrotną. Oparła głowę o szybę i uważnie obserwowała pieszych.
-Och… -westchnęła ciężko Alicja –wiem, że dorastasz i chciałabyś mieć chłopaka, jednak widzisz to troszkę za wcześnie.
-Ale ja go kocham.
-Jesteś za młoda, aby wiedzieć, co to znaczy.
-Jesteś za stara, żeby wiedzieć, co teraz czuję –burknęła Maja wodząc palcem po szybie.
-Ty wstrętny dzieciaku! –wrzasnęła Alicja.
Dziewczęta dojechały do domu, Maja zabrała kula i udała się do swojego pokoju. Położyła się w łóżku i zaczęła rozmyślać. ,,Może Alicja ma rację? Nie…, N… no tak”. Leżała tak bardzo długo aż zaczął doskwierać jej silny ból nogi. Zaczęła wiercić się w swoim legowisku i jęczeć pod nosem. Zjawiła się niania trzymająca kasztanową maść. Natarła jej obolałą nogę i bez słowa wyszła. Potwornie się nudziła. Chwyciła leżącą obok kremową serwetkę oraz igłę z nitką. Postanowiła nauczyć się haftować. Przebijała delikatnie igłę przez chustę.
-Haftujesz? –ozwał się przestraszony głos niani.
Maja uniosła wzrok na nianię.
-Próbuję. –szepnęła naburmuszona.
-Twoja mama haftuje, wiesz? –oznajmiła opierając się o sosnowe drzwi.
-Skąd mam wiedzieć, nie znam jej.
-Ale, słońce nie złość się, przecież wiesz, że chcę twojego dobra –rozczulała się.
-Eh… - Maja odłożyła na chwilę haft –No bo widzisz… staram się to zrozumieć, ale no… nie pojmuję czemu nie chcesz mojego dobra. –jęczała.
-Ależ Maju, oczywiście, że chcę!
-Ale moje szczęście leży na Klaudiuszu.
-Oh… -Alicja usiadła na łóżku podopiecznej –zrozum to, jesteś za młoda.
-No… już nie wiem, co myśleć. Z jednej strony nie chcę, aby między nami panował chaos i złość, jesteś dla mnie najważniejsza, a z drugiej kocham też Klaudiusza. –lamentowała wtulając twarz w poduszkę.
-Pomyśl… -powiedziała głaszcząc Maję po główce.
Dziewczynka wzięła kula i przechadzała się po własnym pokoju. Niespodziewanie lunęła ulewa jak z cebra, której towarzyszyły huczne grzmoty i błyski. Dziewczynka wpadła na ryzykowny pomysł. Cichutko uchyliła drzwi swojej sypialni i wygramoliła się z niej. Zeszła ze schodów i wyszła na podwórko. Świat ogarnął mrok, rośliny uginały się pod ciężarem deszczu a drzewa kłaniały się pod wpływem silnego wiatru. Włosy dziewczynki wirowały na wietrze a fartuszek wyginał się na różne strony. Usiadła nieopodal stodoły i podziwiała świat.
-Pamiętasz ten dzień? –ozwał się dźwięczny, męski głos –ten ulewny dzień, kiedy się poznaliśmy.
-Klaudiusz? Co ty tutaj robisz?
Chłopiec przytulił dziewczynkę.
-Nie! Puszczaj mnie! Idź stąd, precz! –wrzeszczała Maja odpychając Klaudiusza.
-Ależ, Maju, nie słuchaj swojej niani, ona nic nie rozumie.
-A właśnie, że rozumie… więcej niż ty, nie wracaj tu mam cię dość!
Kobietka uciekła do domu cała wymoczona i zmarznięta. Alicja już na nią czekała.
-Tylko na mnie nie krzycz –szepnęła zmartwiona zdejmując kaptur.
Alicja nic nie powiedziała, posłała jej tylko promienny pełen zadowolenia uśmiech.


poniedziałek, 24 lutego 2014


Rozdział 11

-Nie będziesz decydować co mogę a co nie. –wrzasnęła Maja.
-Już ty mi dziecko nie rozkazuj!
Maja wskoczyła do szpitalnego łóżka i weszła pod kołdrę. Nie odzywała się do Alicji.
-Masz dziesięć lat! –wrzeszczała ocierając pot z czoła.
-Prawie jedenaście!
Niania wyszła z salki i podeszła do Klaudiusza.
-Ty, mały draniu to trzymaj się od niej z daleka! –szepnęła groźnym tonem łapiąc dzieciaka za kołnierzyk.
Chłopiec nie wyszedł ze szpitala pobiegł do pokoju Mai i chwycił jej roztrzęsioną dłoń. Maja delikatnie wychyliła główkę spod pierzyny i uśmiechnęła się.
-Ala kazała mi… -zaczął zrozpaczony.
-Nie słuchaj jej –przerwała patrząc w jego piękne i głębokie oczy.
Do pokoju wszedł lekarz.
-O! Jak to miło widzieć kochające się rodzeństwo –powiedział wzruszony doktorek.
-Nie, nie to moja żona –wyjaśnił.
-Co! Ja w tym wieku! –krzyknął zdumiony.
-Miłość jest miłością –rozmarzył się chłopak.
-Psychiczne dzieciaki! Co to się dzieje w tym dwudziestym pierwszym wieku?! Słabo mi… Padam! Padam z nóg. Moje ciśnienie! –gorączkował się lekarz luzując apaszkę.
Dzieci patrzyły obojętnie na lekarza, który po chwili znowu czuł się wspaniale.
-Wracając do rzeczy, Maju jesteś zdrowa jak pływająca w Wiśle ryba, tylko taka bez płetwy. –rzucił porównanie doktor Uran.
-Ale ja mam nogi… Chyba.
-Lecz nie sprawne. Kiedyś wrócą do normy, ale na dzień dzisiejszy powierzam ci te wytrzymałe kula.
-Oh. No… Nie mam raczej wyjścia. –westchnęła zniechęcona.
-Racja mała Maju. Gdzie twoja troskliwa niańka? –zapytał rozglądając się ,,tu i tam”.
-Nie mam zielonego pojęcia. Nie obchodzi mnie to.
-Słucham? –podniósł ton głosu Uran.
-Nie wiem. Niech pan sobie na to odpowie.
Lekarz zmarszczył brwi.
-Cóż za rozwydrzony dzieciak! Oh, eh. –szepnął sam do siebie doktor.
Maja zeszła z łóżka i obrała się w dżinsy i pastelową koszulę, po czym chwyciwszy kule wyszła z salki. Jej ,,mąż” zabrał torbę i szukali Ali.
-O tam jest! –jęknęła Majka.
Alicja wyglądała przez otworzone okno ocierając zimne łzy.
-Nianio? –zaniepokoiła się mała chwytając jej ramię.
Kobieta spojrzała na zdrową dziewuszkę, po czym skierowała wzrok na chłopaka, którego nieszczególnie darzyła sympatią. Alicja wyrwała torbę Klaudiuszowi i wyszły ze szpitala wsiadając do auta pojechały do domu. Majka machała na pożegnanie swojemu przyjacielowi przez brudną szybę samochodu.
-Jesteś zła? –zapytała Maja.
-Jeśli zapomnisz o tym chłopcu to nie będę –powiedziała oschle.
-Czyli, że jesteś?
-Tak! –krzyknęła szarpiąc za kierownicę i dodając gazu.
-Dobra, zapomnę o nim –oznajmiła zniechęcona Maja.



sobota, 22 lutego 2014



Przepraszam was bardzo za tą długą nieobecność wiecie jak to jest w ferie :) Ale już wróciłam i oto rezultat mojego powrotu ;D


Rozdział 10 

Alicja westchnęła, po czym poszła do Klaudiusza.
-Więc…? –zapytała niania.
-Nie rozumiem. –rzekł obojętnie.
-Więc, powiedz, kim jesteś, co tu robisz, kim dla ciebie jest Maja…
-Ach! Maja, to najpiękniejsza dziewczyna na świecie, jest szczupła i inteligentna. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia i nie potrafię bez niej żyć. Jestem jej mężem. –powiedział Klaudiusz robiąc ,,maślane oczka”.
-Kim?! –rozzłościła się Ala.
-No… Mężem.
-Podaj mi dowody.
-Kocham Maję a Maja mnie, nieraz się spotykamy… I troszczę się o nią. –lamentował .
-To jeszcze nie małżeństwo. –zaśmiała się z głupoty Klaudiusza.
-A właśnie, że jest! Czekam na maleńką Maję aby dać jej buziaka. Jestem godnym zięciem.
-Godnym zięciem powiadasz? –mówiła Alicja próbując nie wybuchnąć ze śmiechu.
-Owszem, jestem bardzo rozsądny, mądry, opanowany, opiekuńczy i kulturalny. Prowadzę dziennik dobrych manier. Jeśli powierzy mi panna Maję na pewno dobrze się nie zajmę. –twierdził dumnie unosząc głowę i poprawiając krawat.
-O, czym ty do mnie mówisz cwaniaczku?! Mam ci powierzyć Majkę? –zaniepokoiła się spoglądając na Klaudiusza.
-No tak. Bo jesteśmy małżeństwem i czas razem zamieszkać.
-Zamieszkać? A gdzie? –rechotała pod nosem Ala.
-Ach, to dość odległe plany, bo nadal nie uzbierałem odpowiedniej kwoty, jednak wraz z panienka Mają uda nam się coś wynaleźć. Myślałem o Brylantowych Topolach, chcę być bogaty, więc to z pewnością będzie dla mnie odpowiednie miejsce. Co pani na to? –opowiadał napełniony dumą Klaudiusz.
-A ile ta twoja kwota wynosi i ile już masz? –dopytywała korzystając z tej komicznej sytuacji.
-Mój… przepraszam – nasz dom będzie wart ponad milion a mam już sto złotych.
-Za sto złotych to ty najwyżej możesz kupić przedwojenną szopę moich sąsiadów. Teraz drogi chłopcze ocknij się w realnej rzeczywistości i zostaw Maję w spokoju jest za młoda na miłość. –naburmuszyła się Ala.
W tym momencie wydarzyło się coś cudownego. Na korytarzu stanęła Maja podpierając się kulami, widząc Klaudiusza uśmiechnęła się i zaczęła podchodzić do niego najszybciej jak potrafiła. Szeroki uśmiech promieniował z jej przemęczonej twarzyczki, rzuciła się w jego ramiona i bez wahania pocałowała w ciepły policzek. Alicja zdumiona tym wydarzeniem stała jak wryta w podłogę i patrzyła na podopieczną. Klaudiusz szczęśliwy odwzajemnił pocałunek.
-Alicjo! Poznaj Klaudiusza to mój mąż! –zarumieniła się dziewczynka.
-On jest nie dla ciebie, choć już nie wstawaj z łóżka jesteś osłabiona. –powiedziała oschle Ala.





piątek, 14 lutego 2014


Rozdział 9

       Tymczasem Klaudiusz próbował uratować koleżankę.
-Nie poddawaj się już idę! –krzyczał dodając ducha kumie.
Klaudiusz zszedł już tak głęboko, a Mai ani śladu. Chłopiec wracał na górę. Otrzepał ubranie z błota i westchnął.
-Nie dam rady zejść głębiej, bo utonę… -załamał się chłopak.
-Jak to ,,utonę”? Nie rozumiem… -dziwiła się niania ocierając pot z czoła.
-No… to jest kanał, więc w pewnym momencie zaczyna się woda, czyli ścieki, Maja utonęła. –wyjaśnił zakłopotany.
Kobieta zadzwoniła po straż miejską. Ludzie przyjechali niebieskim wozem i wrzucili do kanału drabinkę, myśląc, że Maja ja chwyci. Bezskutecznie.
-Zejdę tam. –rzekł chojracko pan strażak.
-Tam jest woda. –oznajmił przekonany chłopczyk.
-W takim razie zanurkuję.
-Ta jasne w ściekach?! –zdziwił się Klaudiusz.
Mężczyzna powoli obsuwał się po drabince stawiając nogi na wypukleniach skalnych. Popatrzywszy na wodne ścieki wskoczył do niej bez wahania. Woda była tak brudna, że nie było nic w niej widać. Wpłynął, więc w długi zalany wodą korytarz. Z oddali ujrzał mały łebek dziecka. Prędko podpłynął do danego miejsca. To była Maja! Ale czy żywa? Dziewczynka miała zamknięte oczy i podparta była o rurę prowadzącą do góry. Jej ciało lekko unosiły się na wodzie. Strażak chwycił zmarzniętą dziewczynkę i wrócił tak skąd przypłynął. Z wielkim trudem wypchnął dziecko na ulicę. Maja była blada, zimna i nie słychać było bicia serca. Alicja natychmiast wybuchnęła gorzkim płaczek i tuląc podopieczną najmocniej jak potrafi zadzwoniła na pogotowie. Strażak przykucnął obok płotu i próbował złapać oddech. Klaudiusz obojętnie przyglądał się całej sytuacji.
-Maja… Powiedz coś. –szepnął Klaudiusz spoglądając na nieprzytomną koleżankę.
Alicja spojrzała przygnębiona na chłopca i widząc spływające po jego policzkach łzy załkała.
-Nie ma dla Mai ratunku, idź już chłopcze. –powiedziała zerkając na Klaudiusza.
-Nigdy! Nie zostawię Mai. –zaprotestował kładąc się na chodniku.
W mgnieniu oka zjawiła się karetka, zabrała wszystkich do szpitala. Maja została zabrana na odział. Po chwili wyszedł lekarz z posmutniałą miną.
-Jak do tego doszło? –zapytał zakłopotany.
-Potknęła się i wpadła do kanalizacji. –wyjaśniła zapłakana niania.
-Rozumiem. Dziewczynka jest w bardzo poważnym stanie. –oznajmił wlepiając wzrok w podłogę.
-Ale… Czy będzie żyła?
-Nie mogę tego obiecać. –jęknął doktor Uran, idąc przed siebie.
Alicja usiadła na krzesełku i znów płakała. Po chwili wstała i poszła do salki, gdzie leżała Maja. Pochyliła się nad jej łóżkiem i przytuliła jej dłoń.
-Bądź silna Maju. –szeptała Ala.
Pojawił się doktor Uran trzymając kartkę i długopis powiedział.
-Dziewczynka ma złamane żebra, nogę i rękę, prawdopodobnie ma też uraz głowy i nie wykluczam zaniku pamięci z kilku ostatnich dni.
Alicja milczała. Maja ruszyła ręką. Lekarz natychmiast wstał i podłączył kroplówkę, poprawił tlenową maskę i uśmiechnął się.
-Jest jednak pewność, że… Że żyje.
Doktor opuścił pokój…


środa, 12 lutego 2014


Rozdział 8

-Patrz Kamila, jaka suknia, chyba znalazła ją na wysypisku śmieci. –śmiała się Agatka spoglądając na Maję.
Dziewczynka nie mogła dłużej znieść tych drwin. Wstała i otarła łzy. Podeszła do ławki i weszła na nią, po czym krzyknęła.
-Zamknijcie się już wredne żmije! To moja sukienka nie wasza!
-Oho ho, jaka odważna… -parsknął złośliwie Karol.
-I, jakich to słów używa, no, pani dyrektor będzie miała, o czym z tobą dyskutować. –śmiała się Kamila.
Maja patrzyła na nich przerażona, czując jak pot spływa jej po twarzy.
-Jak nie ma się nic mądrego do powiedzenia to siedzi się cicho! –kłóciła się Maja.
-Mówisz o sobie rzecz jasna. –burknął Stefan.
-Nie! Zostawcie mnie w spokoju wredne żmije! –powtarzała tracąc cierpliwość.
-Maja? Co to ma znaczyć? Co ty wygadujesz, i czemu stoisz na ławce?! –wrzasnęła nauczycielka wchodząca do klasy na lekcje.
-Bo… dzieci mi dokuczają. –broniła się uczennica.
-Powiesz to swojej niani jak przyjdzie na rozmowę.
-Nie! –załamała się Maja wybiegając z klasy.
Po lekcji przybyła niania Mai. Kobiety i mała Maja usiadły spokojnie w gabinecie dyrektora. Pokój był to niewielki, zdobiony czerwonymi malowidłami. W rogu stała szafa, a obok biurko i kilka krzeseł. Panna Bruce – nauczycielka, popijała głośno herbatę, aż wreszcie wypowiedziała pierwsze słowa.
-Panno Alicjo, maleńka Maja bardzo mnie dziś zawiodła. Ta pozornie grzeczna dziewuszka jest chuliganem!
Alicja wydmuchując nos patrząc gniewnie na podopieczną.
-Wgramoliła się na ławkę i stanęła na niej, co już jest niedopuszczalne, ale to mało… Majka krzyknęła do dzieci tymi o oto słowami ,,Wredne żmije”. –wyjaśniła unosząc dumnie głowę do góry.
-Dziecko, wytłumaczysz mi to. –zerknęła gardząc niania.
-Bo ta sukienka… -jęczała – każdy się ze mnie śmiał musiałam ratować reputację, ale było za późno. –tłumaczyła się zapłakana dziewczynka.
-Fakt, Maja nie ma kompletnie gustu, co do sukieneczek, powinna pani zadbać o jej strój. –wyjaśniła kręcąc głową.
-To ja ją tak odziałam, Maja wychodzimy! –krzyknęła Ala ciągnąc dziewczynkę za ucho.
Wychodząc ze szkoły panowała błoga cisza.
-Nic nie rozumiem, to cudowne odzienie… -zastanawiała się Alicja.
-Może dla ciebie, to takie… Jak by to delikatnie ująć, niemodne. –przestraszyła się Majka.
Alicja nie odpowiedziała, przełknęła głośno ślinę i popatrzyła na swoje buty.
-Jak nie chcesz to nie noś tej sukienki…-szepnęła załamana niania.
Gdy szły po cieplutkim chodniku Mai nóżka zsunęła się z krawężnika i dziewczynka upadła. Na nieszczęście w tym miejscu gdzie spadła dziewczynka była otwarta kanalizacja. Maja wpadła do niej utykając w samym środku.
-Majka! –wrzasnęła przerażona Alicja wyciągając do niej dłoń.
Dziewczynka nie odpowiedziała, jęczała coś i słychać było tylko echo rozchodzące się po kanale. Maja nie mogła oddychać, wszędzie śmierdziało i było mokro, jak to w kanale ze ściekami.
-Co robić? Co robić? –gorączkowała się niania.
Ala zatrzymała pierwszego przechodnia i powiadomiła go o sytuacji. Człowiek zajrzał w głąb kanału i krzyknął coś. Majka drżącym głosem odpowiedziała ,,pomocy”. Mężczyzna zdjął marynarkę i eleganckie lakierowane buty, po czym schylił się machając ręką po kanale.
-Przepadła dziecina, za głęboko… -powiedział mężczyzna zerkając na Alicję.
Po ulicy przechadzał się wesoły Klaudiusz, widząc Alicję podszedł zaciekawiony.
-Witam pani Alijanno… -ukłonił się jegomość.
-Nie jestem Alicjanna tylko Alicja. –naburmuszyła się niania. –kto ty w ogóle jesteś?
-Kumpel Mai, poznaliśmy się niedawno… Skoro mowa o Mai, to gdzie ona jest?
-W kanale, utknęła. –wyjaśniła zaciskając zęby z rozpaczy.
-Słucham!? Moja najcudowniejsza Majeczka umiera w tamtym smrodzie i ścisku? –zezłościł się przyjaciel i bez wahania wskoczył delikatnie do kanału.
Stąpał po wgłębieniach skalnych wewnątrz wąskiego kanału.
-Maja! Już biegnę… -rzekł odważnie.
Nikt nie wiedział czy Maja jeszcze żyje, milczała, nie odpowiadała…






poniedziałek, 10 lutego 2014


Rozdział VII

Niania wyszła z domu zostawiając dziesięciolatkę samą w domu. Po chwili jednak jej sylwetka znowu zjawiła się w kuchni.
-Nie ważne, kto jest twoją mamą, i tak ciebie nie oddam. –powiedziała naburmuszona.
-Ale, ale czemu? –jęknęła spoglądając złowrogo na nianię.
-Bo cię kocham jak własną córkę! –krzyknęła Alicja uciekając do sypialni.
Zamknęła drzwi na klucz i siedziała tam kilka godzin. Mała Maja rozsiadła się na fotelu i puszczała bańki mydlane.
Niania zeszła do dziewczynki, widząc jak dobrze się bawi nie chciała jej przerywać.
-Alu, z czego jest masa na bańki mydlarne? –zapytała Maja nie przestając puszczać baniek.
-Bańki mydlane, nie mydlarne. –zaśmiała się Ala. – i nie masa tylko płyn kochana. Wydaje mi się, że jest to mydło i woda.
-A to mi zagadka! –powiedziała drapiąc swoją czuprynkę.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Alicja zdjęła fartuch i podeszła niespokojnie do drzwi domu. Mała Maja przestraszona obserwowała każdy ruch niani. Była pewna, że to pani Krystyna, ale to nie była ona tylko dostawca miejskich przesyłek. Niania westchnęła z ulgą.
-Sukienka dla dziewczynki uszyta z jedwabiu dla pani… Alicji Kruszynko, czy trafiłem pod dobry adres? –wyjaśnił marszcząc brwi.
-Tak, tak dziękuję, żegnam. –uśmiechnęła się odbierając paczkę.
-Majka zapraszam cię do swojego pokoiku, mam prezent dla mojej małej kruszynki.
Dziesięciolatka pobiegła do pokoju i stanęła przy oknie. Zaraz weszła niania trzymając paczkę, którą był niewielki kartonik zdobiony kolorowymi wstążkami i naklejkami.
-To jest twoje nowe odzienie, ale zanim je dostaniesz wymień mi proszę zasady postępowania z nowym ubrankiem. –powiedziała surowo Ala.
-A, więc… nie wychodzę w nim na podwórko, szanuję ubranie. Jeśli zdarzy się sytuacja, że ubrudzę sukienkę natychmiast mam ją zaprać w ciepłej wodzie z szarym mydłem… -lamentowała gorączkowo Maja.
-Wspaniale! Teraz powierzam ci prezent. –wyjaśniła przekazując kartonik.
Maja zniecierpliwiona chwyciła nożyczki i otworzyła niespodziankę. Zobaczywszy suknię popadła w czarną rozpacz.
-I jak ci się podoba? –uśmiechnęła się Maja.
-Y… no nie wiem, nie mój styl wolę bardziej obcisłe. Kolory… nie przepadam za zielenią, wolałabym różową. –smuciła się.
-Słucham?! To jest jedwab, najdroższy materiał w całej dzielnicy! Masz w niej chodzić i koniec!
-Ale nikt z moich koleżanek takich nie nosi. Preferuję bawełnę…
-Jutro idziesz w niej do szkoły, a teraz idź się umyć, bo zaszło słońce.
Maja zerknęła na nieładną sukienkę i westchnęła. Następnego poranka zbiegła do kuchni na śniadanie. Kobietki milczały. Tuż po posiłku uczennica podreptała do pokoju i ubrała nową sukienkę, która nie dość, że nieładna to i za duża.
-Jakie buciki do tego pasują? –zadręczała się Maja.
-O te. –powiedziała niania wskazując na kremowe baleriny.
Maja zastanowiła się minutę, po czym włożyła swoje małe stopy w buciki. Wzięła plecak i wyszła z domu do szkoły. Idąc podziwiała nadchodzącą wiosnę. Śpiewające ptaki wprawiały ją w roztańczony nastrój, to też szła kołysząc się. Wchodząc do szkoły zauważyła, że uczniowie dziwnie się na nią patrzą i szepczą coś do siebie. Maja podeszła do Beaty i uśmiechnęła się.
-Odrobiłaś zadania, były bardzo trudne nie sądzisz? –zapytała Maja.
Szkoła ta była bardzo ładna i przejrzysta, dzieci miłe aczkolwiek zależy, kiedy.
-W coś ty się ubrała! –krzyknęła Beata.
-To jedwab. –jęknęła zawstydzona.
Po chwili ozwał się głos Piotra.
-Oho ho jaka królewna, nosi sukienkę jedwabiu! –kpił chłopak.
Maja zaczęła płakać i uciekła szybko do klasy. Nauczycielka również dziwnie spoglądała na dziewuszkę.
Na przerwie wszystkie dzieciaki wyśmiewały koleżankę, kpiły z niej i drwiły. Maja siedziała cicho w kąciku i dyskretnie płakała. W tej szkole była pewna grupka dzieci: Kamila, Karol, Agatka i Stefan. Byli oni szkolnymi gwiazdami. Banda podeszła do siedzącej w kąciku dziewczynki i…

Zmieniam zasadę :D nowe opowiadania będą dochodzić 4 razy w tygodniu czyli  w Poniedziałek, Środa, Piątek i Sobota, mam nadzieję, że będziecie tu zaglądać ;)

niedziela, 9 lutego 2014



Rozdział VI      


Dzieci podeszły do mężczyzny. Pan Wilson powiedział załamanym głosem.
-Dzięki wam, żyję… -szepnął.
Mężczyzna poleżał jeszcze chwilę na sofie, po czym z pomocą dzieciaków wstał i rozprostował kości.
-Jestem pełen podziwu! –zachwycał się. –Odważne i bystre dzieciaki. Nie bałyście się? Eh…takie maluchy a potrafią uratować ludzkie życie.
Brzdące posłały mu wesoły uśmiech, po czym pożegnały się i wyszły z paczką dla Ali. Klaudiusz zasmucił się.
-No to… żegnaj kochana. –szepnął Klaudiusz.
Maja przytuliła go i odeszła. Była taka ciekaw, co kryje się w tej nietypowej i tajemniczej paczce dla niani.
-Chciałabym otworzyć…, Ale niania uczyła, że co nie należy do mnie to nie powinnam tego otwierać. –myślała Majka.
Dziewczynka uległa. Przykucnęła pod wielkim klonem i dobrała się do zakazanej paczuszki. Z początku odwinęła tylko wstążkę, ponieważ wciąż się wahała. Otworzyła kolorowe pudło i ujrzała butelkę a w niej list. Rzuciła butlą o chodnik i chwyciła list. Jego treść brzmiała następująco:

 
 Collodi Town 18.03.2013  Rok.
                                                         Droga Alicjo!

                  Piszę do Ciebie ten list, bo nie mogłyśmy porozmawiać, ponieważ była przy nas mała Maja.
                  Myślę, że wychowujesz ją świetnie. Mam nadzieję, że nie uważa Ciebie za mamę, bo jestem nią ja. Chciałabym, aby Maja dowiedziała się, kim jestem. Wiem, że nie tak się umawiałyśmy, ale żałuję, że Ci ja oddałam. Widząc ją ostatnio w ogrodzie, zachciało mi się płakać. Mówiła, że tęskni za prawdziwą mamą.
Proszę, więc abyś powiedziała Majce, że ja jestem jej mamą.
                                         
                                                                                                                            Pozdrawiam.
                                                                                                           Krystyna – mama Mai.
Maja była zszokowana. Spakowała list do kieszeni i pobiegła do domu. Wskoczyła przez okno i przytuliła zapłakaną nianię.
-Maju! Gdzie ty byłaś!? –mówiła Alicja ocierając łzy.
-Och! Tyle się wydarzyło. Poznałam takiego przystojnego i miłego Klaudiusza, uratowałam życie panu Wilsonowi i… dowiedziałam się, kim jest moja mama. –wyjaśniła uradowana.
-Jak to mama?
Maja wyjęła z kieszeni list i wręczyła go niańce.
-A gdzie paczka? –zdziwiła się Ala.
-Wiem, wiem źle zrobiłam, ale to poszło na moją korzyść. –lamentowała Majka.
Alicja przeczytała przesyłkę.
-Dziecko! To brednie…
-O nie nianio, nie tym razem! Panna Krystyna jest moją mamą, chcę się z nią widzieć…
Alicja przełknęła głośno ślinę i popatrzyła zmartwiona na dziewczynkę…

piątek, 7 lutego 2014


Rozdział V

Przed jej oczami stanął pan Wilson ubrany w smoking i elegancki krawat.
-Czego panienka szuka? –zapytał wpatrując się w dziewczynkę.
-Chyba pan mnie nie zna, jestem Maja. –powiedziała uśmiechając się.
-Ależ oczywiście, że cię znam! –wykrzyknął. -Wejdź proszę.
Dziewczynka weszła do domu pana Huberta Wilsona. Mieszkanie było pomalowane na biało, meble również szczyciły się tą barwą. Na środku pokoju stał stolik przygotowany na podwieczorek. Pan Wilson usiadł na kanapie i nalał herbatę.
-Popatrz, rozpogadza się. –zauważył zadowolony mężczyzna.
-O tak, to wspaniale, wychodzi słońce. Czyż to nie piękne, gdy po deszczu jest słońce? Ach, jaki świat jest cudowny, z dnia na dzień coraz bardziej doceniam życie, czy pan odczuwa to samo? –zaśmiała się Maja.
Pan Wilson uśmiechnął się, ale nic nie odpowiedział.
-No dobrze, ja dam ci tą paczkę dla Alicji, ale nie waż się jej dotykać młoda damo! –powiedział marszcząc brwi pan Hubert.
-Nie, nie ma mowy, nawet bym nie odważyła się tego uczynić!- zaprzeczała dziewczynka.
Pan Wilson zniknął na chwilę. W tym czasie Maja przechadzała się po salonie podziwiając liczne obrazy i malowidła. Gdy gospodarz powrócił Maja spytała.
-To pana obrazy?
-Tak. –rzekł ocierając pot z czoła.
-Coś nie tak panie Huber…, Wilsonie? –zaniepokoiła się Maja.
-Uf… Podaj mi dziecino wodę. –stękał podpierając się o szafę.
-Tak, już biegnę! –przestraszyła się dziewuszka.
Mężczyzna usiadł w fotelu, głęboko oddychając. Maja przybiegła ze szklanką zimnej wody.
-Ja… Idę po pomoc. –powiedziała zakładając płaszcz i buty.
-Nie, nie. Po prostu mi słabo, trzymaj paczkę i leć do domu, Alicja się niepokoi.
W tym momencie Maja przypomniała sobie, że wyszła z domu o dwudziestej a jest dziewiąta rano!
-Racja! Alicja pewnie za mną szlocha, ale pan jest w potrzebie, a ja jestem damą!
Majka wystrzeliła jak z procy wołając ,,pomocy”. Ku jej zdziwieniu przybiegł… Klaudiusz!
-Majeczko! Co ci się dzieje? –przestraszył się zakochany w niech na zabój chłopak.
-Pan Wilson… On się dusi! Pomóż mi.
Dzieciaki pobiegły z powrotem do domu pana Huberta.
-Dzieci, jak dobrze was widzieć, ja chyba mam zawał. –rzekł z trudem. Jego twarz była sina a oczy zaczerwienione.
-Majunia, ty idź po kogoś dorosłego  ja się nim zajmę. –rozkazał przejęty chłopaczyna.
Dziewczyna pędem pobiegła do pobliskiej chaty. Zakołatała i czekała na odpowiedź. Otworzyła młoda dziewczyna z dzieckiem na rękach.
-Pani sąsiad umiera! –krzyknęła.
Kobieta nie odpowiedziała nic, żuła lekceważąco miętową gumę i powiedziała.
-Nic mnie to nie obchodzi. –mówiła zamykając Majce przed oczami drzwi.
Sytuacja była coraz gorsza, powoli pan Wilson przestawał kontaktować.
-Maja! –wrzeszczał Klaudiusz z oddali.
Dziewczynka wzięła nogi za pas i popędziła w stronę domu pana Wilsona.
-Zemdlał. –oznajmił przejęty jegomość.
Maja rozejrzała się załamana. Wzięła głęboki wdech zdjęła bawełniane rękawiczki. Zabrała się do reanimacji. Sztuczne oddychanie było dla niej ogromnym wyzwaniem i strachem. Mężczyzna leżał bez ruchu. Maja zaczęła płakać.
-Maja, on był bardzo stary. –pocieszał Klaudiusz.
-No to, co?!
Pan Wilson otworzył oczy i popatrzył na dzieci szlochające obok sofy. Klaudiusz przytulił koleżankę patrząc przed siebie.
-Maju! On żyje! –krzyknął uradowany chłopak


poniedziałek, 3 lutego 2014

niedziela, 2 lutego 2014


Rozdział IV

              I tak minęły kolejne cztery lata. Maja miała już dziesięć lat.
             Pewnego dnia Alicja poprosiła dziewczynkę, aby poszła do pana Wilsona i przyniosła paczkę, którą mężczyzna przygotował dla niani.  Maja zarzuciła płaszcz i wyszła z domu. Na dworze wiał silny wiatr i padał gęsty deszcz. Na niebie pojawiały się pierwsze błyski i grzmoty. Była już dość daleko od domu, więc nie było szans powrotu. Ulewa zwiększała się z minuty na minutę. Alicja zaniepokojona wyjrzała przez okno, poszukując małej. Niestety po dziewczynce nie było śladu. Maja nie mogła wytrzymać, wiatr wiał jej w twarz a deszcz przemoczył do suchej nitki. Dziewczyna usiadła pod drzewem. Było jej niesamowicie zimno. Z oddali widziała pięknie oświetlony domek. Wstała i podeszła tam.
-Niania zabraniała…, Ale jest mi tak zimno… -myślała trzymając kaptur.
Niepewnie zapukała do drzwi wielkiego domu. Zapadła noc, latarnie oświetliły całe miasto. Nikt nie otwierał drzwi… W pewnym momencie ozwał się męski głos.
-Czego szukasz?
Maja przerażona odwróciła się za siebie. Ujrzała mężczyznę w czarnej bluzie z kapturem i w dresach. Miał pochyloną do dołu głowę i ukradkiem spoglądał na dziewczynę.
-Niczego. –czuła, że serce podchodzi jej do gardła. Nie wiedziała gdzie iść, deszcz i mgła zasłoniły całe miasto.
Człowiek powoli zbliżał się do przemoczonej dziewczynki.
-Nie podchodź bliżej! –krzyknęła stanowczo powstrzymując łzy.
-Boisz się, co!? To dobrze o to mi chodzi. –zaśmiał się groźnie.
-Nie boję… -zadrżała.
-Boisz, boisz. Czuję to… -rzekł podchodząc coraz bliżej.
Maja zaczęła uciekać, na nieszczęście chłopak uczynił to samo. Mężczyzna dogonił Maję i popchnął w stronę kałuży. Dziewczyna przewróciła się a chłopak pochylił się nad nią.
-Odejdź. –odezwał się obcy głos.
Po chwili pojawiła się nieznana sylwetka przystojnego chłopaka. Dwóch mężczyzn stanęło naprzeciw siebie…
-Zostaw ją! –krzyknął obrońca.
Do dzieci podszedł straszy pan i przegonił złego chłopaka w kapturze. Został tylko ,,obrońca”. Maja wybrudzona błotem wstała i popatrzyła na młodzieńca.
-No…Dziękuję. –powiedziała zarumieniona.
-A drobiazg, może pójdziemy do parku? –zaproponował uśmiechając się.
-Nie mogę rozmawiać z obcymi. Przykro mi.
-Nie jestem obcy. Jestem Klaudiusz, mam jedenaście lat. –rzekł podając rękę dziewczynce.
Maja zapominając o zadaniu, jakie dostała od Alicji przedstawiła się chłopcu i poszła z nim do parku, nie zważając na pogodę. Spacerowali trzymając się za ręce i opowiadając sobie przeróżne rzeczy. Tym czasem niania siedziała w salonie zapłakana.
-Co ja zrobiłam! Moja Maja! Biedactwo pewnie umiera, nikogo obok niej nie ma!
-Chwila! Klaudiusz ja musze iść do pana Wilsona po paczkę! Zapomniałam! –krzyknęła Maja.
-Pójdę z tobą, nie idź. –rzekł łapiąc jej rękę.
Dzieci udały się do pana Wilsona. Stojąc przed jego domem Maja spojrzała na niego i powiedziała:
-Dziękuję za pomoc, gdyby nie ty… Dziękuję, ale muszę już iść.
Chłopiec uśmiechnął się i odszedł w głąb lasu. Maja zapukała do drzwi i …




piątek, 31 stycznia 2014


Rozdział III

W tej chwili do ogrodu wpadła przerażona Alicja. Chwyciła Maję i mocno do siebie przytuliła. Popatrzyła gniewnie na Krystynę i odeszła.
-Alu, ta dzisiejsza sytuacja była dziwna, wytłumaczysz mi to?  -zapytała tajemniczo dziewczynka.
-Nie ma, co tłumaczyć, nie znam tamtej pani… -kłamała.
-Ale, to mogła być… -nie dokończyła.
-Nie nie mogła być! Nauczyłaś się na jutro?
-Ty tylko o tej nauce. Mamusie są rozrywkowe… -szepnęła Maja.
-Mamusie może są, ale ja nią nie jestem.
Maja podeszła do Ali i popatrzyła na nią gniewnie, po czym rzuciła jej się w ramiona. Przytuliła ją. Niania westchnęła.
-Szkoda ci mnie? Nie no, jest dobrze. Powiedzmy… -rzekła oblizując usta po miodzie.
-Jesteś naprawdę…
-Tak, wiem. Jestem naprawdę biedna. Nie mam mamy, ty prowadzisz życie w pośpiechu, ja nie mam osoby, która powiedziałaby mi ,,kocham cię”. –wyjaśniła.
-No właśnie, masz tak zniszczone życie a tak je kochasz.
-Im mniej masz tym mniej ci trzeba i tym więcej potrafisz docenić. No, bo patrz. Nie mam nic prócz ciebie i choć żyję w napięciu to cię kocham. Ty masz wiele. Dom, wolność, radość i mnie i nie doceniasz tego, bo rzeczy, które posiadasz są tak wielkie, że żadna mała już cię nie interesuje. A jak ja nie mam nic to każda najdrobniejsza radość jest dla mnie najwspanialszą minutą na ziemi. –wyjaśniła uśmiechając się.
Maja udała się do swojego pokoju, wyjęła książki i zaczęła się uczyć. Starała się skupić, jednak nie dawała rady. Wyjrzała przez okno, za którym biegały szalone dzieciaki z osiedla. Majka wiedziała, że niania i tak nie pozwoli wyjść jej do rówieśników, więc wymyśliła plan. Zeszła po schodkach do salonu, w którym sprzątała niania.
-Widzę, że sprzątasz. –oznajmiła Maja.
-tak.
-Też chcę pomóc, może coś w ogrodzie?
-W ogrodzie!? Nie ma mowy! Nie wierzę ci abyś poszła na dwór pracować, możesz pozmywać naczynia… -skarciła Maję.
-Em… no to… Wiem! Idź na górę i połóż się w łóżku, włącz telewizor a ja zajmę się tym piętrem. –zaproponowała przebiegle Majka.
-Twoja propozycja brzmi kusząco, ale wiem, że jesteś rozrabiarą.
Nastąpiła chwila milczenia.
-A dobra! –zaśmiała się Ala wręczając dziecku ścierkę.
Niania poszła a górę, zamknęła drzwi do swojej sypialni i po chwili słychać było chrapanie. Maja wyślizgnęła się cicho przez okno, bo otwierając drzwi z pewnością by zaskrzypiały i obudziły opiekunkę. Ciesząc się świeżym powietrzem podbiegła do koleżanek.
-O! Maja! Panna Alicja pozwoliła ci wyjść na podwórko? I to jeszcze w nowej sukience? –zdziwiła się Beatka, przyjaciółka Mai.
-Y… tak, tak. –skłamała rumieniąc się.
-Oj Maja, coś tu kręcisz… -spojrzała podejrzliwie Beata.
Do dziewczynek przybiegł Kajtek trzymając w ręku skakankę.
-No to, co? Któraś skoczy więcej razy niż ja? –postawił wyzwanie chłopak.
Ta propozycja bardzo kusiła Maję, więc dziewuszka podwinęła rękawki sukienki i chwyciła za sznurek. Uniosła dumnie głowę i zamachnęła skakanką.
-E… Słabo. –powiedział Kajtek wyrywając Majce skakankę.
Chłopak zaczął skakać, rzeczywiście był mistrzem. Dziewczynki spojrzały na siebie i spoważniały.
-Ha, ha, też tak potrafię! –zaśmiała się Maja.
Chwyciwszy skakankę zaczęła skakać jak mała żabka. Na nieszczęście krawędź wysunęła jej się z dłoni i upadła na beton. Całe kolano pokryło się krwią  a mała Maja wybuchając płaczem doczołgała się do domu.
-Nianio! –płakała Maja siedząc przed drzwiami.
Alicja słysząc płacz dziewczynki zbiegła szybko po schodach.
-Majka! Dziecko! Coś ty zrobiła?! –krzyknęła załamana.
Ala wzięła bandaż i spirytus. Opatrzyła ranę i przeniosła podopieczną do salonu, kładąc ją na kanapie.
-No dobra maleństwo, opowiadaj –powiedziała zdenerwowana niania.
-Bo ja… no, wiesz. Chciałam umyć blat i obsunęła mi się nóżka, więc upadłam. –wyjaśniła.
-Czy, aby na pewno księżniczko? –uśmiechnęła się.
-Albo nie! Ja chciałam wyjąć odkurzacz i zahaczyłam kolankiem o… chwilka… -przerwała sobie samej – a no tak już wiem. Zahaczyłam o miotłę.
-Czyli, co jest prawdą? –popatrzyła śmiejąc się Ala.
-No… to drugie. –zawstydziła się Majka.
Alicja wstała i popatrzyła na dziewuszkę.
-Więc jak wytłumaczysz brudną sukienkę?
-No… Ten… Wiesz, płyn do naczyń się wylał. –tłumaczyła nerwowo.
-Dobrze, twierdzisz, więc że upadłaś wyjmując odkurzacz, ale odkurzacz stoi w moim pokoju.
-E… Nie, nie źle mnie zrozumiałaś, ja chciałam umyć blat. –gorączkowała się dziewczynka.
-Oj młoda damo, troszkę chyba kłamiesz.
-Ja? A skąd, że.
Alicja otworzyła drzwi i zawołała Beatę. Posłuszna szybko przybiegła do Ali.
-Czy bawiłaś się z Mają?
-No tak, ale bardzo krótko, bo się przewróciła i chyba zdarła sobie kolano. –wyjaśniła Beatka.
W tym momencie rozległ się głos zapłakanej Majki.
-Nianio, nie wierz jej!
Alicja podeszła z powrotem do połamanej dziewczynki.
-Powiedz mi prawdę.
-Powiedziałam!
-Dobrze, w takim razie nie dostaniesz deseru. –powiedziała stanowczo Alicja.
-Ale, ale…
-Żadnych ale!
-No dobra… skakałam na skakance i się potknęłam po czym upadłam, chciałam wymknąć się na podwórko. –jęknęła.
-No i pięknie, ale i tak możesz tylko poważyć o deserze a zrobiłam tort cytrynowy. –uśmiechnęła się podstępnie niania.
  

                                          *** 
           






czwartek, 30 stycznia 2014


Rozdział II

-Maja kolacja! –Ozwał się donośny głos niani.
Maja szybko wstała. Zapomniała otrzepać sukienkę z pasku leżącego na schodach… Zirytowana Alicja spojrzała gniewnie na Majkę.
-Maju… Nie zapomniałaś, o czym? Czego cię uczyłam?!
Dziewczynka zarumieniła się i strzepała szary piasek z nowej, dopiero, co uszytej sukni.
-Wybacz droga nianio, to już się nigdy nie powtórzy. –obiecała zawstydzona sześciolatka.
Dziewczyny osiadły przy stole. Szykowała się obfita kolacja. Dziewczynka radosna jak zwykle chwyciła energicznie filiżankę z herbatką i wypiła trochę.
-Ekhm! –chrząknęła upominawczo Ala –Majka ręka!
Dziewuszka niewłaściwie piła herbatkę, powinna bardziej wyprostować rękę no i przede wszystkim unieść do góry mały paluszek. W dziecięcym oczku zakręciła się łza.
-Skoro mówimy o zasadach… -mówiła niania – to przynieś notes, w którym zapisujemy nowe zasady grzeczności i dobrego zachowania.
               Maja musiała zapisywać nowe zasady dotyczące dobrego zachowania w swoim notesie. Pod koniec dnia musiała się ich uczyć, gdyż niańka surowo tego pilnowała. Zeszyt ten miał dla Alicji szczególna wartość, jednak nie dla Mai.
               Dziewczynka podreptała po schodkach na górę do swojego pokoiku. Było on bardzo mały i ciasny. W rogu stał mały różowy tapczanik. Przy drzwiach widniała duża komoda a na środku duży liliowy dywanik. Ściany zdobiły pomarańczowe cegły. To przytulne pomieszczenie mieściło się na poddaszu, skąd bardzo dobrze widać było Migdałową Dolinę – miasteczko, w którym żyła Maja wraz z nianią. Ta miejscowość była piękna i malownicza. Liczne pagórki i doliny. Stojące blisko siebie zadbane domy z ogrodami botanicznymi. Z oddali widać było potężny las i wiele złotych od zboża pól. Nieopodal była piękna łąka z niewielkim jeziorkiem. Dom niani i Mai sąsiadował z chałupką pana Kowalskiego. Pan Kowalski był nadzwyczajnym człowiekiem. Nie miał żony ani dzieci. W zamian miał kota, który był dla niego wszystkim.
        Dom niani i Majki był bardzo duży, pomalowany na biało. Na parapetach rosły świeże kwiaty.
       Maja wróciła do kuchni trzymając niepewnie notes.
-Maju? Czy ty się boisz? –powiedziała groźnie niania
Dziewczynka skinęła głową.
-Maja… kochanie! –jęknęła litościwie, – ale czemu? Ja cię nie skrzywdzę! –Powiedziała Alicja przytulając dziewczynkę.
Po policzku dziecka spłynęła łza.
-Bo te twoje zasady, ja bym chciała jak inne moje koleżanki. Pójść do piaskownicy i ulepić zamek, zamiast pisać kolejną notatkę o prawidłowym postępowaniu.
-Tylko, że widzisz. Siedząc ze mną jesteś czysta, zadbana, ładna i grzeczna a jak byś poszła do tamtej bandy dzikusów… Eh…Sama już nie wiem. –posmutniała Alicja.
Po kolacji dziewczynka pobiegła do swojego pokoju i usiadła na tapczanie. Wyjrzała przez okno, koleżanki jeszcze śmigały po podwórku. Grały w klasy, śmiały się i cieszyły. W tym momencie do pokoju weszła niania.
-Mogę do nich wyjść? Choć na chwilę. Obiecuję nie pobrudzić jedwabnej sukienki, proszę Alu. –błagała zapłakana Maja.
-Nie. Załóż piżamkę i wskakuj do łóżka –uśmiechnęła się Ala.
        Ala chodziła do szkoły i miała tam wiele koleżanek. Marzyła, aby któregoś dnia wyjść sama na podwórko i pohasać z rówieśnikami. Dziewczynka była trzymana pod kloszem.  Znajomych widywała tylko w szkole. Po lekcjach przychodziła Alicja i odbierała dziewczynkę ze szkoły. Majka była cudownym dzieckiem. Potrafiła marzyć jak nikt inny. Wszystko szare i ponure widziała w kolorowych barwach. Widziała piękno w każdej małej rzeczy. Nikt nie doceniał świata jak ona.  Potrafiła wszystko docenić.
         Maja była bardzo wrażliwa i delikatna, miła i uprzejma, choć potrafiła narozrabiać.
         Maja otarła łzy i położyła się w łóżku, odmawiając przed snem modlitwę.
-Kochana… tak mi przykro. –szepnęła Alicja.
-Nie nianio, wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej. I tak wiem, że życie jest piękne. –odparła.
Alicja przymknęła drzwi do pokoiku i rozsiadła się w kuchni przy kompocie owocowym. Majka wcale nie próbowała zasnąć. Wstała i podeszła do szufladki w szafie. Wyjęła karton ze zdjęciami. Była tam ona i niania.
-Gdybym choć raz mogła powiedzieć do kogoś ,,mamo” zamiast ,,nianio”. – Myślała w głębi duszy mała Maja.
Słysząc kroki Ali, dziewczynka pędem wskoczyła do łóżka. Następnego ranka Maja obudziła się przed świtem. Ubrała spódniczkę i poszła do pokoju Ali. Kobieta spała. Maja zeszła do kuchni i zaczęła przyrządzać śniadanie. W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Dziewczynka stanęła przerażona i podeszła cicho do drzwi. Wyjrzała za zasłonkę i spostrzegła obcą jej kobietę. Odziana była w kraciastą bluzę i podarte spodnie. W ręku trzymała upominek zapakowany w mały zielony kartonik. Kobieta ponownie zakołatała. Tą nieznajoma była Krystyna, ciekawość jak toczą się losy Mai nie dawała jej spokoju. Po sześciu latach postanowiła odwiedzić córkę i nianię. Maja złamała szóstą zasadę notatnika ,,nie otwieraj drzwi obcym”. Krystyna widząc zmianę córeczki osłupiała.
-Maja? –zdziwiła się.
-Skąd mnie znasz? –zapytała tajemniczym głosikiem.
Krystyna nie mogła wyjawić prawdy.
-Ja? Jestem koleżanką Ali, jest gdzieś w pobliżu? –zapytała zmieszana.
Dziewczynka pobiegła pędem do sypialni Alicji.
-Ala! Ala! Nianio! –denerwowała się małolata.
-Majka! Jest świt. Idź spać. –zirytowała się niania.
-Ale, jakaś pani jest w domu. –szepnęła zawstydzona wiedziała, że czekają ja niemałe kłopoty.
Te słowa postawiły opiekunkę na nogi. Kobieta zbiegła po schodach, ujrzawszy Krystynę poczuła wielki niepokój. Bała się, że kobieta chce zabrać swoje dziecko. Ala była bardzo zżyta z Mają i za nic by jej nie oddała.
-Maju, idź nakarm kury. –wydała polecenie Ala.
Pomimo to, że były zamożne i można by rzecz, że były damami to mieszkały na farmie.
-Po, co tu przyszłaś? – zdenerwowała się Ala.
-Ciekawi mnie, co się dzieje z moją córką. Nie martw się nie zdradzę swojej tożsamości. Przybywam, jako twoja przyjaciółka, pozwól mi z nią porozmawiać. Jest taka ładna...
-Zapewniam jej najlepsze warunki do życia… -parsknęła opiekunka.
Tymczasem zadowolona dziewczynka biegała po farmie rozrzucając ziarno dla kur. Widok zbliżającej się Krystyny niesamowicie ją zdumiał.
-Nie przypuszczałam, że będziesz taka piękna. –przykucnęła Krysia.
Maja czuła się niepewnie, więc tylko patrzyła bezruchu.
-A powiedz mi… ja twoje talenty?
Dziewczynka wciąż stała bezruchu i milczała.
-Talenty. Wiesz, co to, prawda? Ojej, no wiesz na przykład… śpiew.
-Maluję. –uśmiechnęła się dziewuszka.
-Nie sądzę, abyś była koleżanką mojej niani. Wyglądasz… jak… -zamyśliła się –jak ja!
Kobieta czuła, że serce podchodzi jej do gardła.
-E… głupoty pleciesz. Wiesz, coś o swojej mamusi? –dopytywała.
-Wiem niewiele. Ale bardzo bym chciała ją poznać, podobno żyje, ale nic o niej nie wiadomo. Nie uważasz, że postąpiła nieładnie, zostawiając mnie bez rodziców? –zasmuciła się Maja.
-Tak, jesteś biedna. Teraz żałuję, że cię oddałam…
-Słucham? –Dziewczynka osłupiała, otworzyła szeroko oczy i dodała – Jesteś moją mamą?
   

                                                  ***********************
                                                  CIĄG DALSZY NASTĄPI
                                                 ************************