środa, 29 stycznia 2014


Rozdział  I
                          

            W piękny lipcowy poranek, pośród kolorowych pól i licznej roślinności na kamiennych schodach siedziała mała, radosna dziewczynka, w wieku sześciu lat. Piękne brązowe włosy spływały jej delikatnie na ramiona. Włosy były lekko falowane a na czoło opadała prosta grzywka. Zdumiewające były jej głębokie, piwne oczy. Była bardzo niska i szczupła. Obecnie miała na sobie różową sukienkę z kwiatkami przy szyi i lekkie buciki, spod których wystawały falbaniaste, białe skarpetki. Mówiła w niezwykle modny sposób, ale to wszystko przez Pannę Alicję. Ta kobieta miała trzydzieści cztery lata. Pochodziła z bardzo bogatej rodziny, gdy osiągnęła dwadzieścia lat zakochała się w Bartoszu. Po kilku latach pobrali się i chcieli mieć dziecko. Niestety Alicja była bezpłodna i marzenie o własnym dziecku legło w gruzach. Bartosz stwierdził, że skoro nie może mieć własnego syna z Alicją to będzie miał go z inną dziewczyną. Mówiąc to mam na myśli, że Bartłomiej zostawił Alę. Dziewczyna załamała się i przeprowadziła się na wieś. Szukała nowego partnera ale bezskutecznie. Pewnego dnia kobieta skręciła kostkę, udała się z trudem do pobliskiego szpitala. Czekając w kolejce usłyszała płacz niemowlęcia. Dźwięk dochodził z Sali porodowej, tam też podeszła. Zajrzała niepewnie do pokoju. Leżała tam obca jej kobieta a obok maleństwo w łóżeczku. Dziecię głośną płakało i wyło, a żadna osoba ze służby nawet się nim nie zainteresowała.
-Może coś je boli? –pomyślała Ala, podchodząc do łóżeczka.
Uśmiechnęła się do dzieciny, po czym spojrzała na kobietę, prawdopodobnie mamę dziecka.
-Idź. –ozwał się niski głos mamy.
-Pomóc? To dziecko płacze. –zapytała troskliwie Ala.
-Wiem. –rzekła oschle.
-Pójdę po pielęgniarkę…
-Nie. –oznajmiła, jak pójdziesz to naślę na ciebie policję i nigdy się nie pozbierasz. –wymamrotała otwierając groźne oczy.
-Spokojnie, chcę tylko pomóc, to dziecko na pewno czegoś potrzebuje.
-Wiem! Wynocha! –jęknęła podnosząc głos
Alicja pobiegła po pielęgniarkę. Po minucie przydreptała oddziałowa.
-O nie! –wrzasnęła pani Lucyna (pielęgniarka). – Dziecko się dusi!
Mama dziecka odwróciła się na drugi bok i westchnęła. Alicja przyklękła obok łoża kobiety.
-Pewnie się pani bardzo martwi. Proszę zachować spokój. Na pewno dziecko wróci do formy. –Pocieszała Alicja drżącym głosikiem.
-Przepraszam bardzo! Nie wiem, kim pani jest, ale wtrąca się panienka w moje prywatne życie, nie interesuje mnie ten dzieciak! –krzyknęła nerwowo
-Słucham? To depresja po porodowa, nie można się zniechęcać…
-Proszę mnie zostawić w spokoju! Nic pani nie wie o moim życiu. Wpada pani do Sali jak strzała i niszczy panna moje życie. Wynoś się, bo będzie źle.
Alicja opuściła pokoik siadając na krzesełku przed gabinetem ortopedy. Lekarz zaprosił Alicję do gabinetu. Owinął bandażem kostkę i wręczył kula. Kobieta wychodząc z gabinetu spostrzegła mamę dziecka stojącą naprzeciw Ali.
-Oddam pani Majkę. –powiedziała zawstydzona.
-Kogo?! –krzyknęła zdziwiona
-Maję, moje dziecko.
-Pani… Pani… oszalała?! Z tego co rozumiem chce pani oddać mi to niemowlę leżące w Sali obok?! – dopytywała nie wierząc własnym uszom.
-Tak. –szepnęła dyskretnie.
-Ja nie wiem, co mam zrobić. Żegnam. –jęknęła przestraszona Ala. Wzięła nogi za pas i uciekła ze szpitala kuśtykając na jedną nogę.
W domu długo o tym myślała. Doszła do wniosku, że chętnie przygarnęła by to dziecię. Następnego dnia szukała adresu tej pani ze szpitala. Pojechała tam.
-Witam. Ja… myślałam o tej sytuacji i jeśli … no… to dziecko, ja je wezmę. –dukała zszokowana kobieta
Po chwili namysłu mama przyniosła malucha owiniętego kocykiem. Przekazując go w ręce Ali patrzyła jej głęboko w oczy.
-Krystyna! –krzyknęła niespodziewanie Alicja.
Kobieta zaniemówiła. Nastąpiła chwila ciszy. Dziewczyna przełknęła ślinę i odezwała się przerażona.
-Więc mnie znasz…
Krystyna to koleżanka Ali z harcerstwa. Jako małe dziewczynki był doskonałymi i wytrwałymi harcerkami. Po dwudziestu dziewięciu latach przerwy Alicja rozpoznała koleżankę.
-To ty…, Ale mnie zdziwiłaś?! Mając pięć lat nie przypuszczałam, że spotkam cię w tak niecodziennej sytuacji…
-I ja. Dobra, trzymaj się, od teraz masz córeczkę, tylko proszę nie zmieniaj jej imienia i jak podrośnie… powiedz jej, że jesteś jej nianią, a nie mamą. –oznajmiła ze smutkiem kobieta.
-Powiesz mi, czemu zostawiasz Maję?
-Po prostu. Nie chcę mieć dzieci, Bartek też. Chciałam oddać do adopcji, ale wiedząc, że ty je przygarniasz będę lepiej się z tym czuła.
-Zaraz, zaraz. Powiedziałaś Bartek?
-No tak. Mam męża, Bartosza.
W tym momencie zza drzwi wyszedł mąż. Bartosz! To był ten sam Bartek, z którym wzięła ślub Ala. Kobieta osłupiała, Bartosz również.
-Bartosz Nowakowski? O nie! Chyba śnię?! Musimy porozmawiać. –krzyknęła oniemiała Alicja. –Zostawiłeś mnie, bo nie mogłam mieć dzieci, tą moją zastępczynią była Krystyna, dobra to mi nie przeszkadza, ale masz wreszcie dziecko i go nie chcesz?! –dodała kierując te słowa do mężczyzny.
-W sumie to tak. –oznajmił
Alicja nie powiedziała już nic, wzięła Maję i pożegnała Krystynę…
        Tak właśnie Alicja stała się nianią Mai. Dziewczynka doskonale znała tą historię, dlatego nigdy nie odważyła się powiedzieć do niani ,,mamo” .
       Panna Ala wychowywała dziewuszkę bardzo surowo i rygorystycznie. Uczyła ją być damą. Maja mimo to bardzo kochała nianię, bo potrafiła być również jak mamusia, której wyglądu nawet nie znała.

2 komentarze: