piątek, 28 lutego 2014


Rozdział 13 

Następnego dnia Maja wstała bardzo wcześnie. Słońce delikatnie przebijało się przez muskane wiatrem zasłonki, a płatki dmuchawców unosiły się na rześkim powietrzu.
-Alicjo! Jakiś mamy cudowny poranek –krzyknęła uradowana Maja.
Ku jej zdziwieniu w domu nie zastała niani. Obeszła go dookoła i zmartwiona usiadła na krzesełku kuchennym. Pobiegła ubrać się w dostojne ubranie i postanowiła zajść do sąsiadki Filipiny. Ta kobieta była wyjątkowo bogata i bardzo cieszyła się, gdy odwiedzali ją ludzie. ,,Czuję się wtedy jak słynny człowiek, do którego przychodzą po autograf” –twierdziła Filipina. Maja zatrzasnęła sosnowe drzwiczki i podreptała do sąsiadki. Kobieta uchyliła lekko wrota i wyjrzała ,,kto to”.
-Spokojnie panno Filipino, to ja Maja –zaśmiała się wesoło.
-Nie ufam –szepnęła przymykając drzwi.
-Oh! To ja maleńka Maja podopieczna panny Alicji.
-Ho, ho tak to i ja umiem. Jestem Alicja opiekunka Mai.
-Ależ panno Filipino! Coś pani dolega? Czemu pani się lęka? –martwiła się Maja odczuwając chłód, który niósł poranny wietrzyk.
-Och, nie lękam się. Jestem nieufna.
-Czemu? Proszę mnie wpuścić, zaginęła Alicja potrzebna mi pomoc.
Filipina namyślała się dłuższą chwilę, po czym wahając się czy dokonała słusznej decyzji wpuściła dziewczynkę.
-Zdejmij buty –rzekła kobieta przyglądając się Majce.
Dziewczęta udały się do salonu, który jak zwykle przystrojony był w bazie, lawendę i storczyki.
-O! Jakże pięknie wygląda dziś Elezedora! – zachwycała się Maja zaciskając dłonie.
Elezedora była zielonkawą papugą, mieszkającą w metalowej klatce. Filipina była bardzo przestraszona i niespokojnie wodziła wzrokiem po pokoju.
-Widzę, że pani się boi –oznajmiła patrząc w Filipińskie oczęta.
-Oj, boję, boję…
-Czemuż to?
-Jesteś za mała, jeszcze cię nastraszę –powiedziała zniechęcona.
-Jutro kończę jedenaście lat, proszę się nie lękać.
-A, więc, wczoraj widziałam ducha mojego zmarłego stryja. Błąkał się po ogrodzie wydając przerażające dźwięki.
-Jakie?
-Coś jak ,,Uuu” ,,Aaar” –naśladowała przejęta kobieta.
-To straszne!
-No właśnie. O! O! To jeszcze nie wszystko, gdy ujrzałam go w ogrodzie i patrzyłam chwilkę na niego to on niespodziewanie poszedł, później nie mogłam znaleźć mojej sakwy z jego zdjęciami i najwspanialszej po nim pamiątki –żółtego talerzyka.
-Och, panną Filipino, to mógł być przypadek.
-Ale nie był! To zaginęło… -kontynuowała dotykając swoją blada twarz – I jeszcze dzisiejszego poranka… chwila przed twoją wizytą on przyszedł ponownie. Trzymał jakiś worek taki jak na ziemniaki a w nim były moje kosmetyki, które również zniknęły z łazienki.
-No cóż. Dziwne rzeczy… nie mam pojęcia, co powiedzieć –krępowała się przestraszona maleńka.
-Nic nie mów, zostań tu do wieczora.
Filipina była starą panną i mieszkała sama w tak wielkim domu.
-Z chęcią, ale muszę poszukać Alicji, zniknęła o poranku, myśli pani, że to porwanie?
-Ala? Ala! –wrzasnęła otwierając szeroko oczy –to wszystko jest ze sobą powiązane. Przecież Alicja doskonale znała mojego stryjka a on ją. Pewnie po nią przyszedł.
-Jak to ,,przyszedł”? –zaniepokoiła się Maja spoglądając kobiecie w oczy.
-Bo patrz, on mnie nawiedza i się o coś upomina, bo mnie dobrze znał i byłam mu bliska. Tak samo z Alką.


środa, 26 lutego 2014


Rozdział 12 

Maja milczała przez całą drogę powrotną. Oparła głowę o szybę i uważnie obserwowała pieszych.
-Och… -westchnęła ciężko Alicja –wiem, że dorastasz i chciałabyś mieć chłopaka, jednak widzisz to troszkę za wcześnie.
-Ale ja go kocham.
-Jesteś za młoda, aby wiedzieć, co to znaczy.
-Jesteś za stara, żeby wiedzieć, co teraz czuję –burknęła Maja wodząc palcem po szybie.
-Ty wstrętny dzieciaku! –wrzasnęła Alicja.
Dziewczęta dojechały do domu, Maja zabrała kula i udała się do swojego pokoju. Położyła się w łóżku i zaczęła rozmyślać. ,,Może Alicja ma rację? Nie…, N… no tak”. Leżała tak bardzo długo aż zaczął doskwierać jej silny ból nogi. Zaczęła wiercić się w swoim legowisku i jęczeć pod nosem. Zjawiła się niania trzymająca kasztanową maść. Natarła jej obolałą nogę i bez słowa wyszła. Potwornie się nudziła. Chwyciła leżącą obok kremową serwetkę oraz igłę z nitką. Postanowiła nauczyć się haftować. Przebijała delikatnie igłę przez chustę.
-Haftujesz? –ozwał się przestraszony głos niani.
Maja uniosła wzrok na nianię.
-Próbuję. –szepnęła naburmuszona.
-Twoja mama haftuje, wiesz? –oznajmiła opierając się o sosnowe drzwi.
-Skąd mam wiedzieć, nie znam jej.
-Ale, słońce nie złość się, przecież wiesz, że chcę twojego dobra –rozczulała się.
-Eh… - Maja odłożyła na chwilę haft –No bo widzisz… staram się to zrozumieć, ale no… nie pojmuję czemu nie chcesz mojego dobra. –jęczała.
-Ależ Maju, oczywiście, że chcę!
-Ale moje szczęście leży na Klaudiuszu.
-Oh… -Alicja usiadła na łóżku podopiecznej –zrozum to, jesteś za młoda.
-No… już nie wiem, co myśleć. Z jednej strony nie chcę, aby między nami panował chaos i złość, jesteś dla mnie najważniejsza, a z drugiej kocham też Klaudiusza. –lamentowała wtulając twarz w poduszkę.
-Pomyśl… -powiedziała głaszcząc Maję po główce.
Dziewczynka wzięła kula i przechadzała się po własnym pokoju. Niespodziewanie lunęła ulewa jak z cebra, której towarzyszyły huczne grzmoty i błyski. Dziewczynka wpadła na ryzykowny pomysł. Cichutko uchyliła drzwi swojej sypialni i wygramoliła się z niej. Zeszła ze schodów i wyszła na podwórko. Świat ogarnął mrok, rośliny uginały się pod ciężarem deszczu a drzewa kłaniały się pod wpływem silnego wiatru. Włosy dziewczynki wirowały na wietrze a fartuszek wyginał się na różne strony. Usiadła nieopodal stodoły i podziwiała świat.
-Pamiętasz ten dzień? –ozwał się dźwięczny, męski głos –ten ulewny dzień, kiedy się poznaliśmy.
-Klaudiusz? Co ty tutaj robisz?
Chłopiec przytulił dziewczynkę.
-Nie! Puszczaj mnie! Idź stąd, precz! –wrzeszczała Maja odpychając Klaudiusza.
-Ależ, Maju, nie słuchaj swojej niani, ona nic nie rozumie.
-A właśnie, że rozumie… więcej niż ty, nie wracaj tu mam cię dość!
Kobietka uciekła do domu cała wymoczona i zmarznięta. Alicja już na nią czekała.
-Tylko na mnie nie krzycz –szepnęła zmartwiona zdejmując kaptur.
Alicja nic nie powiedziała, posłała jej tylko promienny pełen zadowolenia uśmiech.


poniedziałek, 24 lutego 2014


Rozdział 11

-Nie będziesz decydować co mogę a co nie. –wrzasnęła Maja.
-Już ty mi dziecko nie rozkazuj!
Maja wskoczyła do szpitalnego łóżka i weszła pod kołdrę. Nie odzywała się do Alicji.
-Masz dziesięć lat! –wrzeszczała ocierając pot z czoła.
-Prawie jedenaście!
Niania wyszła z salki i podeszła do Klaudiusza.
-Ty, mały draniu to trzymaj się od niej z daleka! –szepnęła groźnym tonem łapiąc dzieciaka za kołnierzyk.
Chłopiec nie wyszedł ze szpitala pobiegł do pokoju Mai i chwycił jej roztrzęsioną dłoń. Maja delikatnie wychyliła główkę spod pierzyny i uśmiechnęła się.
-Ala kazała mi… -zaczął zrozpaczony.
-Nie słuchaj jej –przerwała patrząc w jego piękne i głębokie oczy.
Do pokoju wszedł lekarz.
-O! Jak to miło widzieć kochające się rodzeństwo –powiedział wzruszony doktorek.
-Nie, nie to moja żona –wyjaśnił.
-Co! Ja w tym wieku! –krzyknął zdumiony.
-Miłość jest miłością –rozmarzył się chłopak.
-Psychiczne dzieciaki! Co to się dzieje w tym dwudziestym pierwszym wieku?! Słabo mi… Padam! Padam z nóg. Moje ciśnienie! –gorączkował się lekarz luzując apaszkę.
Dzieci patrzyły obojętnie na lekarza, który po chwili znowu czuł się wspaniale.
-Wracając do rzeczy, Maju jesteś zdrowa jak pływająca w Wiśle ryba, tylko taka bez płetwy. –rzucił porównanie doktor Uran.
-Ale ja mam nogi… Chyba.
-Lecz nie sprawne. Kiedyś wrócą do normy, ale na dzień dzisiejszy powierzam ci te wytrzymałe kula.
-Oh. No… Nie mam raczej wyjścia. –westchnęła zniechęcona.
-Racja mała Maju. Gdzie twoja troskliwa niańka? –zapytał rozglądając się ,,tu i tam”.
-Nie mam zielonego pojęcia. Nie obchodzi mnie to.
-Słucham? –podniósł ton głosu Uran.
-Nie wiem. Niech pan sobie na to odpowie.
Lekarz zmarszczył brwi.
-Cóż za rozwydrzony dzieciak! Oh, eh. –szepnął sam do siebie doktor.
Maja zeszła z łóżka i obrała się w dżinsy i pastelową koszulę, po czym chwyciwszy kule wyszła z salki. Jej ,,mąż” zabrał torbę i szukali Ali.
-O tam jest! –jęknęła Majka.
Alicja wyglądała przez otworzone okno ocierając zimne łzy.
-Nianio? –zaniepokoiła się mała chwytając jej ramię.
Kobieta spojrzała na zdrową dziewuszkę, po czym skierowała wzrok na chłopaka, którego nieszczególnie darzyła sympatią. Alicja wyrwała torbę Klaudiuszowi i wyszły ze szpitala wsiadając do auta pojechały do domu. Majka machała na pożegnanie swojemu przyjacielowi przez brudną szybę samochodu.
-Jesteś zła? –zapytała Maja.
-Jeśli zapomnisz o tym chłopcu to nie będę –powiedziała oschle.
-Czyli, że jesteś?
-Tak! –krzyknęła szarpiąc za kierownicę i dodając gazu.
-Dobra, zapomnę o nim –oznajmiła zniechęcona Maja.



sobota, 22 lutego 2014



Przepraszam was bardzo za tą długą nieobecność wiecie jak to jest w ferie :) Ale już wróciłam i oto rezultat mojego powrotu ;D


Rozdział 10 

Alicja westchnęła, po czym poszła do Klaudiusza.
-Więc…? –zapytała niania.
-Nie rozumiem. –rzekł obojętnie.
-Więc, powiedz, kim jesteś, co tu robisz, kim dla ciebie jest Maja…
-Ach! Maja, to najpiękniejsza dziewczyna na świecie, jest szczupła i inteligentna. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia i nie potrafię bez niej żyć. Jestem jej mężem. –powiedział Klaudiusz robiąc ,,maślane oczka”.
-Kim?! –rozzłościła się Ala.
-No… Mężem.
-Podaj mi dowody.
-Kocham Maję a Maja mnie, nieraz się spotykamy… I troszczę się o nią. –lamentował .
-To jeszcze nie małżeństwo. –zaśmiała się z głupoty Klaudiusza.
-A właśnie, że jest! Czekam na maleńką Maję aby dać jej buziaka. Jestem godnym zięciem.
-Godnym zięciem powiadasz? –mówiła Alicja próbując nie wybuchnąć ze śmiechu.
-Owszem, jestem bardzo rozsądny, mądry, opanowany, opiekuńczy i kulturalny. Prowadzę dziennik dobrych manier. Jeśli powierzy mi panna Maję na pewno dobrze się nie zajmę. –twierdził dumnie unosząc głowę i poprawiając krawat.
-O, czym ty do mnie mówisz cwaniaczku?! Mam ci powierzyć Majkę? –zaniepokoiła się spoglądając na Klaudiusza.
-No tak. Bo jesteśmy małżeństwem i czas razem zamieszkać.
-Zamieszkać? A gdzie? –rechotała pod nosem Ala.
-Ach, to dość odległe plany, bo nadal nie uzbierałem odpowiedniej kwoty, jednak wraz z panienka Mają uda nam się coś wynaleźć. Myślałem o Brylantowych Topolach, chcę być bogaty, więc to z pewnością będzie dla mnie odpowiednie miejsce. Co pani na to? –opowiadał napełniony dumą Klaudiusz.
-A ile ta twoja kwota wynosi i ile już masz? –dopytywała korzystając z tej komicznej sytuacji.
-Mój… przepraszam – nasz dom będzie wart ponad milion a mam już sto złotych.
-Za sto złotych to ty najwyżej możesz kupić przedwojenną szopę moich sąsiadów. Teraz drogi chłopcze ocknij się w realnej rzeczywistości i zostaw Maję w spokoju jest za młoda na miłość. –naburmuszyła się Ala.
W tym momencie wydarzyło się coś cudownego. Na korytarzu stanęła Maja podpierając się kulami, widząc Klaudiusza uśmiechnęła się i zaczęła podchodzić do niego najszybciej jak potrafiła. Szeroki uśmiech promieniował z jej przemęczonej twarzyczki, rzuciła się w jego ramiona i bez wahania pocałowała w ciepły policzek. Alicja zdumiona tym wydarzeniem stała jak wryta w podłogę i patrzyła na podopieczną. Klaudiusz szczęśliwy odwzajemnił pocałunek.
-Alicjo! Poznaj Klaudiusza to mój mąż! –zarumieniła się dziewczynka.
-On jest nie dla ciebie, choć już nie wstawaj z łóżka jesteś osłabiona. –powiedziała oschle Ala.





piątek, 14 lutego 2014


Rozdział 9

       Tymczasem Klaudiusz próbował uratować koleżankę.
-Nie poddawaj się już idę! –krzyczał dodając ducha kumie.
Klaudiusz zszedł już tak głęboko, a Mai ani śladu. Chłopiec wracał na górę. Otrzepał ubranie z błota i westchnął.
-Nie dam rady zejść głębiej, bo utonę… -załamał się chłopak.
-Jak to ,,utonę”? Nie rozumiem… -dziwiła się niania ocierając pot z czoła.
-No… to jest kanał, więc w pewnym momencie zaczyna się woda, czyli ścieki, Maja utonęła. –wyjaśnił zakłopotany.
Kobieta zadzwoniła po straż miejską. Ludzie przyjechali niebieskim wozem i wrzucili do kanału drabinkę, myśląc, że Maja ja chwyci. Bezskutecznie.
-Zejdę tam. –rzekł chojracko pan strażak.
-Tam jest woda. –oznajmił przekonany chłopczyk.
-W takim razie zanurkuję.
-Ta jasne w ściekach?! –zdziwił się Klaudiusz.
Mężczyzna powoli obsuwał się po drabince stawiając nogi na wypukleniach skalnych. Popatrzywszy na wodne ścieki wskoczył do niej bez wahania. Woda była tak brudna, że nie było nic w niej widać. Wpłynął, więc w długi zalany wodą korytarz. Z oddali ujrzał mały łebek dziecka. Prędko podpłynął do danego miejsca. To była Maja! Ale czy żywa? Dziewczynka miała zamknięte oczy i podparta była o rurę prowadzącą do góry. Jej ciało lekko unosiły się na wodzie. Strażak chwycił zmarzniętą dziewczynkę i wrócił tak skąd przypłynął. Z wielkim trudem wypchnął dziecko na ulicę. Maja była blada, zimna i nie słychać było bicia serca. Alicja natychmiast wybuchnęła gorzkim płaczek i tuląc podopieczną najmocniej jak potrafi zadzwoniła na pogotowie. Strażak przykucnął obok płotu i próbował złapać oddech. Klaudiusz obojętnie przyglądał się całej sytuacji.
-Maja… Powiedz coś. –szepnął Klaudiusz spoglądając na nieprzytomną koleżankę.
Alicja spojrzała przygnębiona na chłopca i widząc spływające po jego policzkach łzy załkała.
-Nie ma dla Mai ratunku, idź już chłopcze. –powiedziała zerkając na Klaudiusza.
-Nigdy! Nie zostawię Mai. –zaprotestował kładąc się na chodniku.
W mgnieniu oka zjawiła się karetka, zabrała wszystkich do szpitala. Maja została zabrana na odział. Po chwili wyszedł lekarz z posmutniałą miną.
-Jak do tego doszło? –zapytał zakłopotany.
-Potknęła się i wpadła do kanalizacji. –wyjaśniła zapłakana niania.
-Rozumiem. Dziewczynka jest w bardzo poważnym stanie. –oznajmił wlepiając wzrok w podłogę.
-Ale… Czy będzie żyła?
-Nie mogę tego obiecać. –jęknął doktor Uran, idąc przed siebie.
Alicja usiadła na krzesełku i znów płakała. Po chwili wstała i poszła do salki, gdzie leżała Maja. Pochyliła się nad jej łóżkiem i przytuliła jej dłoń.
-Bądź silna Maju. –szeptała Ala.
Pojawił się doktor Uran trzymając kartkę i długopis powiedział.
-Dziewczynka ma złamane żebra, nogę i rękę, prawdopodobnie ma też uraz głowy i nie wykluczam zaniku pamięci z kilku ostatnich dni.
Alicja milczała. Maja ruszyła ręką. Lekarz natychmiast wstał i podłączył kroplówkę, poprawił tlenową maskę i uśmiechnął się.
-Jest jednak pewność, że… Że żyje.
Doktor opuścił pokój…


środa, 12 lutego 2014


Rozdział 8

-Patrz Kamila, jaka suknia, chyba znalazła ją na wysypisku śmieci. –śmiała się Agatka spoglądając na Maję.
Dziewczynka nie mogła dłużej znieść tych drwin. Wstała i otarła łzy. Podeszła do ławki i weszła na nią, po czym krzyknęła.
-Zamknijcie się już wredne żmije! To moja sukienka nie wasza!
-Oho ho, jaka odważna… -parsknął złośliwie Karol.
-I, jakich to słów używa, no, pani dyrektor będzie miała, o czym z tobą dyskutować. –śmiała się Kamila.
Maja patrzyła na nich przerażona, czując jak pot spływa jej po twarzy.
-Jak nie ma się nic mądrego do powiedzenia to siedzi się cicho! –kłóciła się Maja.
-Mówisz o sobie rzecz jasna. –burknął Stefan.
-Nie! Zostawcie mnie w spokoju wredne żmije! –powtarzała tracąc cierpliwość.
-Maja? Co to ma znaczyć? Co ty wygadujesz, i czemu stoisz na ławce?! –wrzasnęła nauczycielka wchodząca do klasy na lekcje.
-Bo… dzieci mi dokuczają. –broniła się uczennica.
-Powiesz to swojej niani jak przyjdzie na rozmowę.
-Nie! –załamała się Maja wybiegając z klasy.
Po lekcji przybyła niania Mai. Kobiety i mała Maja usiadły spokojnie w gabinecie dyrektora. Pokój był to niewielki, zdobiony czerwonymi malowidłami. W rogu stała szafa, a obok biurko i kilka krzeseł. Panna Bruce – nauczycielka, popijała głośno herbatę, aż wreszcie wypowiedziała pierwsze słowa.
-Panno Alicjo, maleńka Maja bardzo mnie dziś zawiodła. Ta pozornie grzeczna dziewuszka jest chuliganem!
Alicja wydmuchując nos patrząc gniewnie na podopieczną.
-Wgramoliła się na ławkę i stanęła na niej, co już jest niedopuszczalne, ale to mało… Majka krzyknęła do dzieci tymi o oto słowami ,,Wredne żmije”. –wyjaśniła unosząc dumnie głowę do góry.
-Dziecko, wytłumaczysz mi to. –zerknęła gardząc niania.
-Bo ta sukienka… -jęczała – każdy się ze mnie śmiał musiałam ratować reputację, ale było za późno. –tłumaczyła się zapłakana dziewczynka.
-Fakt, Maja nie ma kompletnie gustu, co do sukieneczek, powinna pani zadbać o jej strój. –wyjaśniła kręcąc głową.
-To ja ją tak odziałam, Maja wychodzimy! –krzyknęła Ala ciągnąc dziewczynkę za ucho.
Wychodząc ze szkoły panowała błoga cisza.
-Nic nie rozumiem, to cudowne odzienie… -zastanawiała się Alicja.
-Może dla ciebie, to takie… Jak by to delikatnie ująć, niemodne. –przestraszyła się Majka.
Alicja nie odpowiedziała, przełknęła głośno ślinę i popatrzyła na swoje buty.
-Jak nie chcesz to nie noś tej sukienki…-szepnęła załamana niania.
Gdy szły po cieplutkim chodniku Mai nóżka zsunęła się z krawężnika i dziewczynka upadła. Na nieszczęście w tym miejscu gdzie spadła dziewczynka była otwarta kanalizacja. Maja wpadła do niej utykając w samym środku.
-Majka! –wrzasnęła przerażona Alicja wyciągając do niej dłoń.
Dziewczynka nie odpowiedziała, jęczała coś i słychać było tylko echo rozchodzące się po kanale. Maja nie mogła oddychać, wszędzie śmierdziało i było mokro, jak to w kanale ze ściekami.
-Co robić? Co robić? –gorączkowała się niania.
Ala zatrzymała pierwszego przechodnia i powiadomiła go o sytuacji. Człowiek zajrzał w głąb kanału i krzyknął coś. Majka drżącym głosem odpowiedziała ,,pomocy”. Mężczyzna zdjął marynarkę i eleganckie lakierowane buty, po czym schylił się machając ręką po kanale.
-Przepadła dziecina, za głęboko… -powiedział mężczyzna zerkając na Alicję.
Po ulicy przechadzał się wesoły Klaudiusz, widząc Alicję podszedł zaciekawiony.
-Witam pani Alijanno… -ukłonił się jegomość.
-Nie jestem Alicjanna tylko Alicja. –naburmuszyła się niania. –kto ty w ogóle jesteś?
-Kumpel Mai, poznaliśmy się niedawno… Skoro mowa o Mai, to gdzie ona jest?
-W kanale, utknęła. –wyjaśniła zaciskając zęby z rozpaczy.
-Słucham!? Moja najcudowniejsza Majeczka umiera w tamtym smrodzie i ścisku? –zezłościł się przyjaciel i bez wahania wskoczył delikatnie do kanału.
Stąpał po wgłębieniach skalnych wewnątrz wąskiego kanału.
-Maja! Już biegnę… -rzekł odważnie.
Nikt nie wiedział czy Maja jeszcze żyje, milczała, nie odpowiadała…






poniedziałek, 10 lutego 2014


Rozdział VII

Niania wyszła z domu zostawiając dziesięciolatkę samą w domu. Po chwili jednak jej sylwetka znowu zjawiła się w kuchni.
-Nie ważne, kto jest twoją mamą, i tak ciebie nie oddam. –powiedziała naburmuszona.
-Ale, ale czemu? –jęknęła spoglądając złowrogo na nianię.
-Bo cię kocham jak własną córkę! –krzyknęła Alicja uciekając do sypialni.
Zamknęła drzwi na klucz i siedziała tam kilka godzin. Mała Maja rozsiadła się na fotelu i puszczała bańki mydlane.
Niania zeszła do dziewczynki, widząc jak dobrze się bawi nie chciała jej przerywać.
-Alu, z czego jest masa na bańki mydlarne? –zapytała Maja nie przestając puszczać baniek.
-Bańki mydlane, nie mydlarne. –zaśmiała się Ala. – i nie masa tylko płyn kochana. Wydaje mi się, że jest to mydło i woda.
-A to mi zagadka! –powiedziała drapiąc swoją czuprynkę.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Alicja zdjęła fartuch i podeszła niespokojnie do drzwi domu. Mała Maja przestraszona obserwowała każdy ruch niani. Była pewna, że to pani Krystyna, ale to nie była ona tylko dostawca miejskich przesyłek. Niania westchnęła z ulgą.
-Sukienka dla dziewczynki uszyta z jedwabiu dla pani… Alicji Kruszynko, czy trafiłem pod dobry adres? –wyjaśnił marszcząc brwi.
-Tak, tak dziękuję, żegnam. –uśmiechnęła się odbierając paczkę.
-Majka zapraszam cię do swojego pokoiku, mam prezent dla mojej małej kruszynki.
Dziesięciolatka pobiegła do pokoju i stanęła przy oknie. Zaraz weszła niania trzymając paczkę, którą był niewielki kartonik zdobiony kolorowymi wstążkami i naklejkami.
-To jest twoje nowe odzienie, ale zanim je dostaniesz wymień mi proszę zasady postępowania z nowym ubrankiem. –powiedziała surowo Ala.
-A, więc… nie wychodzę w nim na podwórko, szanuję ubranie. Jeśli zdarzy się sytuacja, że ubrudzę sukienkę natychmiast mam ją zaprać w ciepłej wodzie z szarym mydłem… -lamentowała gorączkowo Maja.
-Wspaniale! Teraz powierzam ci prezent. –wyjaśniła przekazując kartonik.
Maja zniecierpliwiona chwyciła nożyczki i otworzyła niespodziankę. Zobaczywszy suknię popadła w czarną rozpacz.
-I jak ci się podoba? –uśmiechnęła się Maja.
-Y… no nie wiem, nie mój styl wolę bardziej obcisłe. Kolory… nie przepadam za zielenią, wolałabym różową. –smuciła się.
-Słucham?! To jest jedwab, najdroższy materiał w całej dzielnicy! Masz w niej chodzić i koniec!
-Ale nikt z moich koleżanek takich nie nosi. Preferuję bawełnę…
-Jutro idziesz w niej do szkoły, a teraz idź się umyć, bo zaszło słońce.
Maja zerknęła na nieładną sukienkę i westchnęła. Następnego poranka zbiegła do kuchni na śniadanie. Kobietki milczały. Tuż po posiłku uczennica podreptała do pokoju i ubrała nową sukienkę, która nie dość, że nieładna to i za duża.
-Jakie buciki do tego pasują? –zadręczała się Maja.
-O te. –powiedziała niania wskazując na kremowe baleriny.
Maja zastanowiła się minutę, po czym włożyła swoje małe stopy w buciki. Wzięła plecak i wyszła z domu do szkoły. Idąc podziwiała nadchodzącą wiosnę. Śpiewające ptaki wprawiały ją w roztańczony nastrój, to też szła kołysząc się. Wchodząc do szkoły zauważyła, że uczniowie dziwnie się na nią patrzą i szepczą coś do siebie. Maja podeszła do Beaty i uśmiechnęła się.
-Odrobiłaś zadania, były bardzo trudne nie sądzisz? –zapytała Maja.
Szkoła ta była bardzo ładna i przejrzysta, dzieci miłe aczkolwiek zależy, kiedy.
-W coś ty się ubrała! –krzyknęła Beata.
-To jedwab. –jęknęła zawstydzona.
Po chwili ozwał się głos Piotra.
-Oho ho jaka królewna, nosi sukienkę jedwabiu! –kpił chłopak.
Maja zaczęła płakać i uciekła szybko do klasy. Nauczycielka również dziwnie spoglądała na dziewuszkę.
Na przerwie wszystkie dzieciaki wyśmiewały koleżankę, kpiły z niej i drwiły. Maja siedziała cicho w kąciku i dyskretnie płakała. W tej szkole była pewna grupka dzieci: Kamila, Karol, Agatka i Stefan. Byli oni szkolnymi gwiazdami. Banda podeszła do siedzącej w kąciku dziewczynki i…

Zmieniam zasadę :D nowe opowiadania będą dochodzić 4 razy w tygodniu czyli  w Poniedziałek, Środa, Piątek i Sobota, mam nadzieję, że będziecie tu zaglądać ;)

niedziela, 9 lutego 2014



Rozdział VI      


Dzieci podeszły do mężczyzny. Pan Wilson powiedział załamanym głosem.
-Dzięki wam, żyję… -szepnął.
Mężczyzna poleżał jeszcze chwilę na sofie, po czym z pomocą dzieciaków wstał i rozprostował kości.
-Jestem pełen podziwu! –zachwycał się. –Odważne i bystre dzieciaki. Nie bałyście się? Eh…takie maluchy a potrafią uratować ludzkie życie.
Brzdące posłały mu wesoły uśmiech, po czym pożegnały się i wyszły z paczką dla Ali. Klaudiusz zasmucił się.
-No to… żegnaj kochana. –szepnął Klaudiusz.
Maja przytuliła go i odeszła. Była taka ciekaw, co kryje się w tej nietypowej i tajemniczej paczce dla niani.
-Chciałabym otworzyć…, Ale niania uczyła, że co nie należy do mnie to nie powinnam tego otwierać. –myślała Majka.
Dziewczynka uległa. Przykucnęła pod wielkim klonem i dobrała się do zakazanej paczuszki. Z początku odwinęła tylko wstążkę, ponieważ wciąż się wahała. Otworzyła kolorowe pudło i ujrzała butelkę a w niej list. Rzuciła butlą o chodnik i chwyciła list. Jego treść brzmiała następująco:

 
 Collodi Town 18.03.2013  Rok.
                                                         Droga Alicjo!

                  Piszę do Ciebie ten list, bo nie mogłyśmy porozmawiać, ponieważ była przy nas mała Maja.
                  Myślę, że wychowujesz ją świetnie. Mam nadzieję, że nie uważa Ciebie za mamę, bo jestem nią ja. Chciałabym, aby Maja dowiedziała się, kim jestem. Wiem, że nie tak się umawiałyśmy, ale żałuję, że Ci ja oddałam. Widząc ją ostatnio w ogrodzie, zachciało mi się płakać. Mówiła, że tęskni za prawdziwą mamą.
Proszę, więc abyś powiedziała Majce, że ja jestem jej mamą.
                                         
                                                                                                                            Pozdrawiam.
                                                                                                           Krystyna – mama Mai.
Maja była zszokowana. Spakowała list do kieszeni i pobiegła do domu. Wskoczyła przez okno i przytuliła zapłakaną nianię.
-Maju! Gdzie ty byłaś!? –mówiła Alicja ocierając łzy.
-Och! Tyle się wydarzyło. Poznałam takiego przystojnego i miłego Klaudiusza, uratowałam życie panu Wilsonowi i… dowiedziałam się, kim jest moja mama. –wyjaśniła uradowana.
-Jak to mama?
Maja wyjęła z kieszeni list i wręczyła go niańce.
-A gdzie paczka? –zdziwiła się Ala.
-Wiem, wiem źle zrobiłam, ale to poszło na moją korzyść. –lamentowała Majka.
Alicja przeczytała przesyłkę.
-Dziecko! To brednie…
-O nie nianio, nie tym razem! Panna Krystyna jest moją mamą, chcę się z nią widzieć…
Alicja przełknęła głośno ślinę i popatrzyła zmartwiona na dziewczynkę…

piątek, 7 lutego 2014


Rozdział V

Przed jej oczami stanął pan Wilson ubrany w smoking i elegancki krawat.
-Czego panienka szuka? –zapytał wpatrując się w dziewczynkę.
-Chyba pan mnie nie zna, jestem Maja. –powiedziała uśmiechając się.
-Ależ oczywiście, że cię znam! –wykrzyknął. -Wejdź proszę.
Dziewczynka weszła do domu pana Huberta Wilsona. Mieszkanie było pomalowane na biało, meble również szczyciły się tą barwą. Na środku pokoju stał stolik przygotowany na podwieczorek. Pan Wilson usiadł na kanapie i nalał herbatę.
-Popatrz, rozpogadza się. –zauważył zadowolony mężczyzna.
-O tak, to wspaniale, wychodzi słońce. Czyż to nie piękne, gdy po deszczu jest słońce? Ach, jaki świat jest cudowny, z dnia na dzień coraz bardziej doceniam życie, czy pan odczuwa to samo? –zaśmiała się Maja.
Pan Wilson uśmiechnął się, ale nic nie odpowiedział.
-No dobrze, ja dam ci tą paczkę dla Alicji, ale nie waż się jej dotykać młoda damo! –powiedział marszcząc brwi pan Hubert.
-Nie, nie ma mowy, nawet bym nie odważyła się tego uczynić!- zaprzeczała dziewczynka.
Pan Wilson zniknął na chwilę. W tym czasie Maja przechadzała się po salonie podziwiając liczne obrazy i malowidła. Gdy gospodarz powrócił Maja spytała.
-To pana obrazy?
-Tak. –rzekł ocierając pot z czoła.
-Coś nie tak panie Huber…, Wilsonie? –zaniepokoiła się Maja.
-Uf… Podaj mi dziecino wodę. –stękał podpierając się o szafę.
-Tak, już biegnę! –przestraszyła się dziewuszka.
Mężczyzna usiadł w fotelu, głęboko oddychając. Maja przybiegła ze szklanką zimnej wody.
-Ja… Idę po pomoc. –powiedziała zakładając płaszcz i buty.
-Nie, nie. Po prostu mi słabo, trzymaj paczkę i leć do domu, Alicja się niepokoi.
W tym momencie Maja przypomniała sobie, że wyszła z domu o dwudziestej a jest dziewiąta rano!
-Racja! Alicja pewnie za mną szlocha, ale pan jest w potrzebie, a ja jestem damą!
Majka wystrzeliła jak z procy wołając ,,pomocy”. Ku jej zdziwieniu przybiegł… Klaudiusz!
-Majeczko! Co ci się dzieje? –przestraszył się zakochany w niech na zabój chłopak.
-Pan Wilson… On się dusi! Pomóż mi.
Dzieciaki pobiegły z powrotem do domu pana Huberta.
-Dzieci, jak dobrze was widzieć, ja chyba mam zawał. –rzekł z trudem. Jego twarz była sina a oczy zaczerwienione.
-Majunia, ty idź po kogoś dorosłego  ja się nim zajmę. –rozkazał przejęty chłopaczyna.
Dziewczyna pędem pobiegła do pobliskiej chaty. Zakołatała i czekała na odpowiedź. Otworzyła młoda dziewczyna z dzieckiem na rękach.
-Pani sąsiad umiera! –krzyknęła.
Kobieta nie odpowiedziała nic, żuła lekceważąco miętową gumę i powiedziała.
-Nic mnie to nie obchodzi. –mówiła zamykając Majce przed oczami drzwi.
Sytuacja była coraz gorsza, powoli pan Wilson przestawał kontaktować.
-Maja! –wrzeszczał Klaudiusz z oddali.
Dziewczynka wzięła nogi za pas i popędziła w stronę domu pana Wilsona.
-Zemdlał. –oznajmił przejęty jegomość.
Maja rozejrzała się załamana. Wzięła głęboki wdech zdjęła bawełniane rękawiczki. Zabrała się do reanimacji. Sztuczne oddychanie było dla niej ogromnym wyzwaniem i strachem. Mężczyzna leżał bez ruchu. Maja zaczęła płakać.
-Maja, on był bardzo stary. –pocieszał Klaudiusz.
-No to, co?!
Pan Wilson otworzył oczy i popatrzył na dzieci szlochające obok sofy. Klaudiusz przytulił koleżankę patrząc przed siebie.
-Maju! On żyje! –krzyknął uradowany chłopak


poniedziałek, 3 lutego 2014

niedziela, 2 lutego 2014


Rozdział IV

              I tak minęły kolejne cztery lata. Maja miała już dziesięć lat.
             Pewnego dnia Alicja poprosiła dziewczynkę, aby poszła do pana Wilsona i przyniosła paczkę, którą mężczyzna przygotował dla niani.  Maja zarzuciła płaszcz i wyszła z domu. Na dworze wiał silny wiatr i padał gęsty deszcz. Na niebie pojawiały się pierwsze błyski i grzmoty. Była już dość daleko od domu, więc nie było szans powrotu. Ulewa zwiększała się z minuty na minutę. Alicja zaniepokojona wyjrzała przez okno, poszukując małej. Niestety po dziewczynce nie było śladu. Maja nie mogła wytrzymać, wiatr wiał jej w twarz a deszcz przemoczył do suchej nitki. Dziewczyna usiadła pod drzewem. Było jej niesamowicie zimno. Z oddali widziała pięknie oświetlony domek. Wstała i podeszła tam.
-Niania zabraniała…, Ale jest mi tak zimno… -myślała trzymając kaptur.
Niepewnie zapukała do drzwi wielkiego domu. Zapadła noc, latarnie oświetliły całe miasto. Nikt nie otwierał drzwi… W pewnym momencie ozwał się męski głos.
-Czego szukasz?
Maja przerażona odwróciła się za siebie. Ujrzała mężczyznę w czarnej bluzie z kapturem i w dresach. Miał pochyloną do dołu głowę i ukradkiem spoglądał na dziewczynę.
-Niczego. –czuła, że serce podchodzi jej do gardła. Nie wiedziała gdzie iść, deszcz i mgła zasłoniły całe miasto.
Człowiek powoli zbliżał się do przemoczonej dziewczynki.
-Nie podchodź bliżej! –krzyknęła stanowczo powstrzymując łzy.
-Boisz się, co!? To dobrze o to mi chodzi. –zaśmiał się groźnie.
-Nie boję… -zadrżała.
-Boisz, boisz. Czuję to… -rzekł podchodząc coraz bliżej.
Maja zaczęła uciekać, na nieszczęście chłopak uczynił to samo. Mężczyzna dogonił Maję i popchnął w stronę kałuży. Dziewczyna przewróciła się a chłopak pochylił się nad nią.
-Odejdź. –odezwał się obcy głos.
Po chwili pojawiła się nieznana sylwetka przystojnego chłopaka. Dwóch mężczyzn stanęło naprzeciw siebie…
-Zostaw ją! –krzyknął obrońca.
Do dzieci podszedł straszy pan i przegonił złego chłopaka w kapturze. Został tylko ,,obrońca”. Maja wybrudzona błotem wstała i popatrzyła na młodzieńca.
-No…Dziękuję. –powiedziała zarumieniona.
-A drobiazg, może pójdziemy do parku? –zaproponował uśmiechając się.
-Nie mogę rozmawiać z obcymi. Przykro mi.
-Nie jestem obcy. Jestem Klaudiusz, mam jedenaście lat. –rzekł podając rękę dziewczynce.
Maja zapominając o zadaniu, jakie dostała od Alicji przedstawiła się chłopcu i poszła z nim do parku, nie zważając na pogodę. Spacerowali trzymając się za ręce i opowiadając sobie przeróżne rzeczy. Tym czasem niania siedziała w salonie zapłakana.
-Co ja zrobiłam! Moja Maja! Biedactwo pewnie umiera, nikogo obok niej nie ma!
-Chwila! Klaudiusz ja musze iść do pana Wilsona po paczkę! Zapomniałam! –krzyknęła Maja.
-Pójdę z tobą, nie idź. –rzekł łapiąc jej rękę.
Dzieci udały się do pana Wilsona. Stojąc przed jego domem Maja spojrzała na niego i powiedziała:
-Dziękuję za pomoc, gdyby nie ty… Dziękuję, ale muszę już iść.
Chłopiec uśmiechnął się i odszedł w głąb lasu. Maja zapukała do drzwi i …