Rozdział I
W piękny lipcowy poranek, pośród kolorowych
pól i licznej roślinności na kamiennych schodach siedziała mała, radosna
dziewczynka, w wieku sześciu lat. Piękne brązowe włosy spływały jej delikatnie
na ramiona. Włosy były lekko falowane a na czoło opadała prosta grzywka.
Zdumiewające były jej głębokie, piwne oczy. Była bardzo niska i szczupła.
Obecnie miała na sobie różową sukienkę z kwiatkami przy szyi i lekkie buciki,
spod których wystawały falbaniaste, białe skarpetki. Mówiła w niezwykle modny
sposób, ale to wszystko przez Pannę Alicję. Ta kobieta miała trzydzieści cztery
lata. Pochodziła z bardzo bogatej rodziny, gdy osiągnęła dwadzieścia lat
zakochała się w Bartoszu. Po kilku latach pobrali się i chcieli mieć dziecko.
Niestety Alicja była bezpłodna i marzenie o własnym dziecku legło w gruzach.
Bartosz stwierdził, że skoro nie może mieć własnego syna z Alicją to będzie
miał go z inną dziewczyną. Mówiąc to mam na myśli, że Bartłomiej zostawił Alę.
Dziewczyna załamała się i przeprowadziła się na wieś. Szukała nowego partnera
ale bezskutecznie. Pewnego dnia kobieta skręciła kostkę, udała się z trudem do
pobliskiego szpitala. Czekając w kolejce usłyszała płacz niemowlęcia. Dźwięk
dochodził z Sali porodowej, tam też podeszła. Zajrzała niepewnie do pokoju.
Leżała tam obca jej kobieta a obok maleństwo w łóżeczku. Dziecię głośną płakało
i wyło, a żadna osoba ze służby nawet się nim nie zainteresowała.
-Może coś je boli? –pomyślała
Ala, podchodząc do łóżeczka.
Uśmiechnęła się do dzieciny, po
czym spojrzała na kobietę, prawdopodobnie mamę dziecka.
-Idź. –ozwał się niski głos mamy.
-Pomóc? To dziecko płacze.
–zapytała troskliwie Ala.
-Wiem. –rzekła oschle.
-Pójdę po pielęgniarkę…
-Nie. –oznajmiła, jak pójdziesz
to naślę na ciebie policję i nigdy się nie pozbierasz. –wymamrotała otwierając
groźne oczy.
-Spokojnie, chcę tylko pomóc, to
dziecko na pewno czegoś potrzebuje.
-Wiem! Wynocha! –jęknęła
podnosząc głos
Alicja pobiegła po pielęgniarkę.
Po minucie przydreptała oddziałowa.
-O nie! –wrzasnęła pani Lucyna
(pielęgniarka). – Dziecko się dusi!
Mama dziecka odwróciła się na
drugi bok i westchnęła. Alicja przyklękła obok łoża kobiety.
-Pewnie się pani bardzo martwi.
Proszę zachować spokój. Na pewno dziecko wróci do formy. –Pocieszała Alicja
drżącym głosikiem.
-Przepraszam bardzo! Nie wiem,
kim pani jest, ale wtrąca się panienka w moje prywatne życie, nie interesuje
mnie ten dzieciak! –krzyknęła nerwowo
-Słucham? To depresja po
porodowa, nie można się zniechęcać…
-Proszę mnie zostawić w spokoju!
Nic pani nie wie o moim życiu. Wpada pani do Sali jak strzała i niszczy panna
moje życie. Wynoś się, bo będzie źle.
Alicja opuściła pokoik siadając
na krzesełku przed gabinetem ortopedy. Lekarz zaprosił Alicję do gabinetu.
Owinął bandażem kostkę i wręczył kula. Kobieta wychodząc z gabinetu spostrzegła
mamę dziecka stojącą naprzeciw Ali.
-Oddam pani Majkę. –powiedziała
zawstydzona.
-Kogo?! –krzyknęła zdziwiona
-Maję, moje dziecko.
-Pani… Pani… oszalała?! Z tego co
rozumiem chce pani oddać mi to niemowlę leżące w Sali obok?! – dopytywała nie
wierząc własnym uszom.
-Tak. –szepnęła dyskretnie.
-Ja nie wiem, co mam zrobić. Żegnam.
–jęknęła przestraszona Ala. Wzięła nogi za pas i uciekła ze szpitala kuśtykając
na jedną nogę.
W domu długo o tym myślała.
Doszła do wniosku, że chętnie przygarnęła by to dziecię. Następnego dnia
szukała adresu tej pani ze szpitala. Pojechała tam.
-Witam. Ja… myślałam o tej
sytuacji i jeśli … no… to dziecko, ja je wezmę. –dukała zszokowana kobieta
Po chwili namysłu mama przyniosła
malucha owiniętego kocykiem. Przekazując go w ręce Ali patrzyła jej głęboko w
oczy.
-Krystyna! –krzyknęła
niespodziewanie Alicja.
Kobieta zaniemówiła. Nastąpiła
chwila ciszy. Dziewczyna przełknęła ślinę i odezwała się przerażona.
-Więc mnie znasz…
Krystyna to koleżanka Ali z
harcerstwa. Jako małe dziewczynki był doskonałymi i wytrwałymi harcerkami. Po
dwudziestu dziewięciu latach przerwy Alicja rozpoznała koleżankę.
-To ty…, Ale mnie zdziwiłaś?!
Mając pięć lat nie przypuszczałam, że spotkam cię w tak niecodziennej sytuacji…
-I ja. Dobra, trzymaj się, od
teraz masz córeczkę, tylko proszę nie zmieniaj jej imienia i jak podrośnie… powiedz
jej, że jesteś jej nianią, a nie mamą. –oznajmiła ze smutkiem kobieta.
-Powiesz mi, czemu zostawiasz
Maję?
-Po prostu. Nie chcę mieć dzieci,
Bartek też. Chciałam oddać do adopcji, ale wiedząc, że ty je przygarniasz będę
lepiej się z tym czuła.
-Zaraz, zaraz. Powiedziałaś
Bartek?
-No tak. Mam męża, Bartosza.
W tym momencie zza drzwi wyszedł
mąż. Bartosz! To był ten sam Bartek, z którym wzięła ślub Ala. Kobieta
osłupiała, Bartosz również.
-Bartosz Nowakowski? O nie! Chyba
śnię?! Musimy porozmawiać. –krzyknęła oniemiała Alicja. –Zostawiłeś mnie, bo
nie mogłam mieć dzieci, tą moją zastępczynią była Krystyna, dobra to mi nie przeszkadza,
ale masz wreszcie dziecko i go nie chcesz?! –dodała kierując te słowa do
mężczyzny.
-W sumie to tak. –oznajmił
Alicja nie powiedziała już nic,
wzięła Maję i pożegnała Krystynę…
Tak właśnie Alicja stała się nianią
Mai. Dziewczynka doskonale znała tą historię, dlatego nigdy nie odważyła się
powiedzieć do niani ,,mamo” .
Panna Ala wychowywała dziewuszkę bardzo
surowo i rygorystycznie. Uczyła ją być damą. Maja mimo to bardzo kochała
nianię, bo potrafiła być również jak mamusia, której wyglądu nawet nie znała.
Supcio. Ja chcę dalej :D
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
OdpowiedzUsuń