Rozdział 14
Miłość
Zbliżało się południe, małej Mai
zaczął doskwierać głód, jednak nie śmiała poprosić panny Filipiny o obiad.
Kobiety siedziały w milczeniu.
-Posiedziałabym u pani dłużej,
ale muszę szukać niani, jak nie wróci do wieczora to będzie bardzo źle.
Filipina otworzyła drewnianą
furtkę i pożegnała się z przestraszoną dziewczynką. Maja wróciła do domu pełna
lęku i obawy. ,,A co jak sąsiadka ma rację? Jak mam pomóc Ali?” W
nieoczekiwanym momencie do domu weszła Alicja! Nie była, jednak sama. Maja
zerwała się na równe nogi i podbiegła do niej.
-Któż to taki? Gdzie byłaś?
Widziałaś już ducha stryja panny Filipiny? –dopytywała pełna bojaźni.
-Kochana, tak mi przykro musiałam
rano wyjść, a tak smacznie spałaś, więc nie chciałam cię budzić i wprowadzać
zamieszania –tłumaczyła się oblizując usta.
-Och! Wytłumaczysz mi to…, co to
za obcy facet!?
-Porozmawiamy przy obiedzie
–uśmiechała się.
Dawno nie była taka wesoła i
pełna entuzjazmu.
-Jak my nawet nie mamy obiadu!
–gorączkowała się dziewuszka.
-Ależ, oczywiście, że mamy. Leży
w spiżarce.
Alicja nakryła do stołu śmiejąc
się ukradkiem z ,,nowym przybyszem”, tymczasem Maja siedziała już przy stole.
Obiad zagościł już na talerzach a towarzystwo zasiadło na miękkich krzesełkach.
-No dobrze… -zaczęła pogodnie Ala
–To jest Wojtek Kilof i ma trzydzieści pięć lat. Poznaliśmy się dziś rano.
Szłam do sklepu kupić ziarna dla kur i on otworzył mi drzwi –rumieniła się
trzepocząc gęstymi rzęsami – Tak się poznaliśmy.
-I, kto to taki?
-Wojtuś jest najlepszym rolnikiem
w dolinie. Jego plony są najdroższe i najsmaczniejsze, głównie kukurydza i …
-Alicja namyślała się chwile patrząc bezmyślnie na talerz – I buraki cukrowe.
-Chodzi mi o to, kim jest dla
ciebie.
-Y…no…
-Alicja chce powiedzieć, że
jesteśmy parą –przerwał niegrzecznie mężczyzna popijając szklanką zimnej wody.
Na twarzy Alicji pojawił się
szeroki uśmiech, jednak buźka Mai nie wyrażała ani trochę radości.
-A teraz Maju, wytłumacz mi, o
jakim duchu mówiłaś? –powiedziała Ala
nabierając makaron na widelec.
-Eh… nieważne, panna Filipina
chyba zwariowała.
-Też mi nowość, ona zawsze
uważana była za wariatkę…, czemu właściwie do niej poszłaś?
-No, bo przestraszyła mnie twa
nieobecność.
-Trzeba było iść do pana Yumia.
-Co! To jest jakiś nie czasowy
chińczyk, za nic do niego nie pójdę.
-Nie czasowy, ale mądry. Nie
oceniaj ludzi po wyglądzie. Trzeba być tolerancyjnym. A teraz proszę przynieś
dzienniczek dobrych manier, chyba jeszcze nie pisałaś o tej zasadzie –rzekła
Alicja wycierając usta serwetką.
Dziewczynka grzecznie poszła na
górę po notes i zapisała nową manierę.
Gdy dziewczynka zeszła z powrotem
do jadalni nie zastała niani, dowiedziała się, że udała się do Filipiny.
-Poznajmy się –ozwał się mężny
głos Wojciecha.
-Nie lubię cię –oznajmiła
poprawiając warkocz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz