sobota, 1 marca 2014


Rozdział 14
 Miłość

Zbliżało się południe, małej Mai zaczął doskwierać głód, jednak nie śmiała poprosić panny Filipiny o obiad. Kobiety siedziały w milczeniu.
-Posiedziałabym u pani dłużej, ale muszę szukać niani, jak nie wróci do wieczora to będzie bardzo źle.
Filipina otworzyła drewnianą furtkę i pożegnała się z przestraszoną dziewczynką. Maja wróciła do domu pełna lęku i obawy. ,,A co jak sąsiadka ma rację? Jak mam pomóc Ali?” W nieoczekiwanym momencie do domu weszła Alicja! Nie była, jednak sama. Maja zerwała się na równe nogi i podbiegła do niej.
-Któż to taki? Gdzie byłaś? Widziałaś już ducha stryja panny Filipiny? –dopytywała pełna bojaźni.
-Kochana, tak mi przykro musiałam rano wyjść, a tak smacznie spałaś, więc nie chciałam cię budzić i wprowadzać zamieszania –tłumaczyła się oblizując usta.
-Och! Wytłumaczysz mi to…, co to za obcy facet!?
-Porozmawiamy przy obiedzie –uśmiechała się.
Dawno nie była taka wesoła i pełna entuzjazmu.
-Jak my nawet nie mamy obiadu! –gorączkowała się dziewuszka.
-Ależ, oczywiście, że mamy. Leży w spiżarce.
Alicja nakryła do stołu śmiejąc się ukradkiem z ,,nowym przybyszem”, tymczasem Maja siedziała już przy stole. Obiad zagościł już na talerzach a towarzystwo zasiadło na miękkich krzesełkach.
-No dobrze… -zaczęła pogodnie Ala –To jest Wojtek Kilof i ma trzydzieści pięć lat. Poznaliśmy się dziś rano. Szłam do sklepu kupić ziarna dla kur i on otworzył mi drzwi –rumieniła się trzepocząc gęstymi rzęsami – Tak się poznaliśmy.
-I, kto to taki?
-Wojtuś jest najlepszym rolnikiem w dolinie. Jego plony są najdroższe i najsmaczniejsze, głównie kukurydza i … -Alicja namyślała się chwile patrząc bezmyślnie na talerz – I buraki cukrowe.
-Chodzi mi o to, kim jest dla ciebie.
 -Y…no…
-Alicja chce powiedzieć, że jesteśmy parą –przerwał niegrzecznie mężczyzna popijając szklanką zimnej wody.
Na twarzy Alicji pojawił się szeroki uśmiech, jednak buźka Mai nie wyrażała ani trochę radości.
-A teraz Maju, wytłumacz mi, o jakim duchu mówiłaś? –powiedziała Ala  nabierając makaron na widelec.
-Eh… nieważne, panna Filipina chyba zwariowała.
-Też mi nowość, ona zawsze uważana była za wariatkę…, czemu właściwie do niej poszłaś?
-No, bo przestraszyła mnie twa nieobecność.
-Trzeba było iść do pana Yumia.
-Co! To jest jakiś nie czasowy chińczyk, za nic do niego nie pójdę.
-Nie czasowy, ale mądry. Nie oceniaj ludzi po wyglądzie. Trzeba być tolerancyjnym. A teraz proszę przynieś dzienniczek dobrych manier, chyba jeszcze nie pisałaś o tej zasadzie –rzekła Alicja wycierając usta serwetką.
Dziewczynka grzecznie poszła na górę po notes i zapisała nową manierę.
Gdy dziewczynka zeszła z powrotem do jadalni nie zastała niani, dowiedziała się, że udała się do Filipiny.
-Poznajmy się –ozwał się mężny głos Wojciecha.
-Nie lubię cię –oznajmiła poprawiając warkocz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz