niedziela, 2 lutego 2014


Rozdział IV

              I tak minęły kolejne cztery lata. Maja miała już dziesięć lat.
             Pewnego dnia Alicja poprosiła dziewczynkę, aby poszła do pana Wilsona i przyniosła paczkę, którą mężczyzna przygotował dla niani.  Maja zarzuciła płaszcz i wyszła z domu. Na dworze wiał silny wiatr i padał gęsty deszcz. Na niebie pojawiały się pierwsze błyski i grzmoty. Była już dość daleko od domu, więc nie było szans powrotu. Ulewa zwiększała się z minuty na minutę. Alicja zaniepokojona wyjrzała przez okno, poszukując małej. Niestety po dziewczynce nie było śladu. Maja nie mogła wytrzymać, wiatr wiał jej w twarz a deszcz przemoczył do suchej nitki. Dziewczyna usiadła pod drzewem. Było jej niesamowicie zimno. Z oddali widziała pięknie oświetlony domek. Wstała i podeszła tam.
-Niania zabraniała…, Ale jest mi tak zimno… -myślała trzymając kaptur.
Niepewnie zapukała do drzwi wielkiego domu. Zapadła noc, latarnie oświetliły całe miasto. Nikt nie otwierał drzwi… W pewnym momencie ozwał się męski głos.
-Czego szukasz?
Maja przerażona odwróciła się za siebie. Ujrzała mężczyznę w czarnej bluzie z kapturem i w dresach. Miał pochyloną do dołu głowę i ukradkiem spoglądał na dziewczynę.
-Niczego. –czuła, że serce podchodzi jej do gardła. Nie wiedziała gdzie iść, deszcz i mgła zasłoniły całe miasto.
Człowiek powoli zbliżał się do przemoczonej dziewczynki.
-Nie podchodź bliżej! –krzyknęła stanowczo powstrzymując łzy.
-Boisz się, co!? To dobrze o to mi chodzi. –zaśmiał się groźnie.
-Nie boję… -zadrżała.
-Boisz, boisz. Czuję to… -rzekł podchodząc coraz bliżej.
Maja zaczęła uciekać, na nieszczęście chłopak uczynił to samo. Mężczyzna dogonił Maję i popchnął w stronę kałuży. Dziewczyna przewróciła się a chłopak pochylił się nad nią.
-Odejdź. –odezwał się obcy głos.
Po chwili pojawiła się nieznana sylwetka przystojnego chłopaka. Dwóch mężczyzn stanęło naprzeciw siebie…
-Zostaw ją! –krzyknął obrońca.
Do dzieci podszedł straszy pan i przegonił złego chłopaka w kapturze. Został tylko ,,obrońca”. Maja wybrudzona błotem wstała i popatrzyła na młodzieńca.
-No…Dziękuję. –powiedziała zarumieniona.
-A drobiazg, może pójdziemy do parku? –zaproponował uśmiechając się.
-Nie mogę rozmawiać z obcymi. Przykro mi.
-Nie jestem obcy. Jestem Klaudiusz, mam jedenaście lat. –rzekł podając rękę dziewczynce.
Maja zapominając o zadaniu, jakie dostała od Alicji przedstawiła się chłopcu i poszła z nim do parku, nie zważając na pogodę. Spacerowali trzymając się za ręce i opowiadając sobie przeróżne rzeczy. Tym czasem niania siedziała w salonie zapłakana.
-Co ja zrobiłam! Moja Maja! Biedactwo pewnie umiera, nikogo obok niej nie ma!
-Chwila! Klaudiusz ja musze iść do pana Wilsona po paczkę! Zapomniałam! –krzyknęła Maja.
-Pójdę z tobą, nie idź. –rzekł łapiąc jej rękę.
Dzieci udały się do pana Wilsona. Stojąc przed jego domem Maja spojrzała na niego i powiedziała:
-Dziękuję za pomoc, gdyby nie ty… Dziękuję, ale muszę już iść.
Chłopiec uśmiechnął się i odszedł w głąb lasu. Maja zapukała do drzwi i …




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz