Rozdział IV
I tak minęły kolejne cztery lata.
Maja miała już dziesięć lat.
Pewnego dnia Alicja poprosiła
dziewczynkę, aby poszła do pana Wilsona i przyniosła paczkę, którą mężczyzna
przygotował dla niani. Maja zarzuciła
płaszcz i wyszła z domu. Na dworze wiał silny wiatr i padał gęsty deszcz. Na
niebie pojawiały się pierwsze błyski i grzmoty. Była już dość daleko od domu,
więc nie było szans powrotu. Ulewa zwiększała się z minuty na minutę. Alicja
zaniepokojona wyjrzała przez okno, poszukując małej. Niestety po dziewczynce
nie było śladu. Maja nie mogła wytrzymać, wiatr wiał jej w twarz a deszcz
przemoczył do suchej nitki. Dziewczyna usiadła pod drzewem. Było jej
niesamowicie zimno. Z oddali widziała pięknie oświetlony domek. Wstała i
podeszła tam.
-Niania zabraniała…, Ale jest mi
tak zimno… -myślała trzymając kaptur.
Niepewnie zapukała do drzwi
wielkiego domu. Zapadła noc, latarnie oświetliły całe miasto. Nikt nie otwierał
drzwi… W pewnym momencie ozwał się męski głos.
-Czego szukasz?
Maja przerażona odwróciła się za
siebie. Ujrzała mężczyznę w czarnej bluzie z kapturem i w dresach. Miał
pochyloną do dołu głowę i ukradkiem spoglądał na dziewczynę.
-Niczego. –czuła, że serce
podchodzi jej do gardła. Nie wiedziała gdzie iść, deszcz i mgła zasłoniły całe
miasto.
Człowiek powoli zbliżał się do
przemoczonej dziewczynki.
-Nie podchodź bliżej! –krzyknęła
stanowczo powstrzymując łzy.
-Boisz się, co!? To dobrze o to
mi chodzi. –zaśmiał się groźnie.
-Nie boję… -zadrżała.
-Boisz, boisz. Czuję to… -rzekł
podchodząc coraz bliżej.
Maja zaczęła uciekać, na
nieszczęście chłopak uczynił to samo. Mężczyzna dogonił Maję i popchnął w
stronę kałuży. Dziewczyna przewróciła się a chłopak pochylił się nad nią.
-Odejdź. –odezwał się obcy głos.
Po chwili pojawiła się nieznana
sylwetka przystojnego chłopaka. Dwóch mężczyzn stanęło naprzeciw siebie…
-Zostaw ją! –krzyknął obrońca.
Do dzieci podszedł straszy pan i
przegonił złego chłopaka w kapturze. Został tylko ,,obrońca”. Maja wybrudzona
błotem wstała i popatrzyła na młodzieńca.
-No…Dziękuję. –powiedziała
zarumieniona.
-A drobiazg, może pójdziemy do
parku? –zaproponował uśmiechając się.
-Nie mogę rozmawiać z obcymi.
Przykro mi.
-Nie jestem obcy. Jestem
Klaudiusz, mam jedenaście lat. –rzekł podając rękę dziewczynce.
Maja zapominając o zadaniu, jakie
dostała od Alicji przedstawiła się chłopcu i poszła z nim do parku, nie
zważając na pogodę. Spacerowali trzymając się za ręce i opowiadając sobie
przeróżne rzeczy. Tym czasem niania siedziała w salonie zapłakana.
-Co ja zrobiłam! Moja Maja!
Biedactwo pewnie umiera, nikogo obok niej nie ma!
-Chwila! Klaudiusz ja musze iść
do pana Wilsona po paczkę! Zapomniałam! –krzyknęła Maja.
-Pójdę z tobą, nie idź. –rzekł
łapiąc jej rękę.
Dzieci udały się do pana Wilsona.
Stojąc przed jego domem Maja spojrzała na niego i powiedziała:
-Dziękuję za pomoc, gdyby nie ty…
Dziękuję, ale muszę już iść.
Chłopiec uśmiechnął się i odszedł
w głąb lasu. Maja zapukała do drzwi i …
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz