Rozdział V
Przed jej oczami stanął pan
Wilson ubrany w smoking i elegancki krawat.
-Czego panienka szuka? –zapytał
wpatrując się w dziewczynkę.
-Chyba pan mnie nie zna, jestem
Maja. –powiedziała uśmiechając się.
-Ależ oczywiście, że cię znam!
–wykrzyknął. -Wejdź proszę.
Dziewczynka weszła do domu pana
Huberta Wilsona. Mieszkanie było pomalowane na biało, meble również szczyciły
się tą barwą. Na środku pokoju stał stolik przygotowany na podwieczorek. Pan
Wilson usiadł na kanapie i nalał herbatę.
-Popatrz, rozpogadza się.
–zauważył zadowolony mężczyzna.
-O tak, to wspaniale, wychodzi
słońce. Czyż to nie piękne, gdy po deszczu jest słońce? Ach, jaki świat jest
cudowny, z dnia na dzień coraz bardziej doceniam życie, czy pan odczuwa to
samo? –zaśmiała się Maja.
Pan Wilson uśmiechnął się, ale
nic nie odpowiedział.
-No dobrze, ja dam ci tą paczkę
dla Alicji, ale nie waż się jej dotykać młoda damo! –powiedział marszcząc brwi
pan Hubert.
-Nie, nie ma mowy, nawet bym nie
odważyła się tego uczynić!- zaprzeczała dziewczynka.
Pan Wilson zniknął na chwilę. W
tym czasie Maja przechadzała się po salonie podziwiając liczne obrazy i
malowidła. Gdy gospodarz powrócił Maja spytała.
-To pana obrazy?
-Tak. –rzekł ocierając pot z
czoła.
-Coś nie tak panie Huber…,
Wilsonie? –zaniepokoiła się Maja.
-Uf… Podaj mi dziecino wodę.
–stękał podpierając się o szafę.
-Tak, już biegnę! –przestraszyła
się dziewuszka.
Mężczyzna usiadł w fotelu,
głęboko oddychając. Maja przybiegła ze szklanką zimnej wody.
-Ja… Idę po pomoc. –powiedziała
zakładając płaszcz i buty.
-Nie, nie. Po prostu mi słabo,
trzymaj paczkę i leć do domu, Alicja się niepokoi.
W tym momencie Maja przypomniała
sobie, że wyszła z domu o dwudziestej a jest dziewiąta rano!
-Racja! Alicja pewnie za mną
szlocha, ale pan jest w potrzebie, a ja jestem damą!
Majka wystrzeliła jak z procy
wołając ,,pomocy”. Ku jej zdziwieniu przybiegł… Klaudiusz!
-Majeczko! Co ci się dzieje?
–przestraszył się zakochany w niech na zabój chłopak.
-Pan Wilson… On się dusi! Pomóż
mi.
Dzieciaki pobiegły z powrotem do
domu pana Huberta.
-Dzieci, jak dobrze was widzieć,
ja chyba mam zawał. –rzekł z trudem. Jego twarz była sina a oczy
zaczerwienione.
-Majunia, ty idź po kogoś
dorosłego ja się nim zajmę. –rozkazał
przejęty chłopaczyna.
Dziewczyna pędem pobiegła do
pobliskiej chaty. Zakołatała i czekała na odpowiedź. Otworzyła młoda dziewczyna
z dzieckiem na rękach.
-Pani sąsiad umiera! –krzyknęła.
Kobieta nie odpowiedziała nic,
żuła lekceważąco miętową gumę i powiedziała.
-Nic mnie to nie obchodzi.
–mówiła zamykając Majce przed oczami drzwi.
Sytuacja była coraz gorsza,
powoli pan Wilson przestawał kontaktować.
-Maja! –wrzeszczał Klaudiusz z
oddali.
Dziewczynka wzięła nogi za pas i
popędziła w stronę domu pana Wilsona.
-Zemdlał. –oznajmił przejęty
jegomość.
Maja rozejrzała się załamana.
Wzięła głęboki wdech zdjęła bawełniane rękawiczki. Zabrała się do reanimacji.
Sztuczne oddychanie było dla niej ogromnym wyzwaniem i strachem. Mężczyzna
leżał bez ruchu. Maja zaczęła płakać.
-Maja, on był bardzo stary.
–pocieszał Klaudiusz.
-No to, co?!
Pan Wilson otworzył oczy i
popatrzył na dzieci szlochające obok sofy. Klaudiusz przytulił koleżankę
patrząc przed siebie.
-Maju! On żyje! –krzyknął
uradowany chłopak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz