piątek, 7 lutego 2014


Rozdział V

Przed jej oczami stanął pan Wilson ubrany w smoking i elegancki krawat.
-Czego panienka szuka? –zapytał wpatrując się w dziewczynkę.
-Chyba pan mnie nie zna, jestem Maja. –powiedziała uśmiechając się.
-Ależ oczywiście, że cię znam! –wykrzyknął. -Wejdź proszę.
Dziewczynka weszła do domu pana Huberta Wilsona. Mieszkanie było pomalowane na biało, meble również szczyciły się tą barwą. Na środku pokoju stał stolik przygotowany na podwieczorek. Pan Wilson usiadł na kanapie i nalał herbatę.
-Popatrz, rozpogadza się. –zauważył zadowolony mężczyzna.
-O tak, to wspaniale, wychodzi słońce. Czyż to nie piękne, gdy po deszczu jest słońce? Ach, jaki świat jest cudowny, z dnia na dzień coraz bardziej doceniam życie, czy pan odczuwa to samo? –zaśmiała się Maja.
Pan Wilson uśmiechnął się, ale nic nie odpowiedział.
-No dobrze, ja dam ci tą paczkę dla Alicji, ale nie waż się jej dotykać młoda damo! –powiedział marszcząc brwi pan Hubert.
-Nie, nie ma mowy, nawet bym nie odważyła się tego uczynić!- zaprzeczała dziewczynka.
Pan Wilson zniknął na chwilę. W tym czasie Maja przechadzała się po salonie podziwiając liczne obrazy i malowidła. Gdy gospodarz powrócił Maja spytała.
-To pana obrazy?
-Tak. –rzekł ocierając pot z czoła.
-Coś nie tak panie Huber…, Wilsonie? –zaniepokoiła się Maja.
-Uf… Podaj mi dziecino wodę. –stękał podpierając się o szafę.
-Tak, już biegnę! –przestraszyła się dziewuszka.
Mężczyzna usiadł w fotelu, głęboko oddychając. Maja przybiegła ze szklanką zimnej wody.
-Ja… Idę po pomoc. –powiedziała zakładając płaszcz i buty.
-Nie, nie. Po prostu mi słabo, trzymaj paczkę i leć do domu, Alicja się niepokoi.
W tym momencie Maja przypomniała sobie, że wyszła z domu o dwudziestej a jest dziewiąta rano!
-Racja! Alicja pewnie za mną szlocha, ale pan jest w potrzebie, a ja jestem damą!
Majka wystrzeliła jak z procy wołając ,,pomocy”. Ku jej zdziwieniu przybiegł… Klaudiusz!
-Majeczko! Co ci się dzieje? –przestraszył się zakochany w niech na zabój chłopak.
-Pan Wilson… On się dusi! Pomóż mi.
Dzieciaki pobiegły z powrotem do domu pana Huberta.
-Dzieci, jak dobrze was widzieć, ja chyba mam zawał. –rzekł z trudem. Jego twarz była sina a oczy zaczerwienione.
-Majunia, ty idź po kogoś dorosłego  ja się nim zajmę. –rozkazał przejęty chłopaczyna.
Dziewczyna pędem pobiegła do pobliskiej chaty. Zakołatała i czekała na odpowiedź. Otworzyła młoda dziewczyna z dzieckiem na rękach.
-Pani sąsiad umiera! –krzyknęła.
Kobieta nie odpowiedziała nic, żuła lekceważąco miętową gumę i powiedziała.
-Nic mnie to nie obchodzi. –mówiła zamykając Majce przed oczami drzwi.
Sytuacja była coraz gorsza, powoli pan Wilson przestawał kontaktować.
-Maja! –wrzeszczał Klaudiusz z oddali.
Dziewczynka wzięła nogi za pas i popędziła w stronę domu pana Wilsona.
-Zemdlał. –oznajmił przejęty jegomość.
Maja rozejrzała się załamana. Wzięła głęboki wdech zdjęła bawełniane rękawiczki. Zabrała się do reanimacji. Sztuczne oddychanie było dla niej ogromnym wyzwaniem i strachem. Mężczyzna leżał bez ruchu. Maja zaczęła płakać.
-Maja, on był bardzo stary. –pocieszał Klaudiusz.
-No to, co?!
Pan Wilson otworzył oczy i popatrzył na dzieci szlochające obok sofy. Klaudiusz przytulił koleżankę patrząc przed siebie.
-Maju! On żyje! –krzyknął uradowany chłopak


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz