poniedziałek, 10 lutego 2014


Rozdział VII

Niania wyszła z domu zostawiając dziesięciolatkę samą w domu. Po chwili jednak jej sylwetka znowu zjawiła się w kuchni.
-Nie ważne, kto jest twoją mamą, i tak ciebie nie oddam. –powiedziała naburmuszona.
-Ale, ale czemu? –jęknęła spoglądając złowrogo na nianię.
-Bo cię kocham jak własną córkę! –krzyknęła Alicja uciekając do sypialni.
Zamknęła drzwi na klucz i siedziała tam kilka godzin. Mała Maja rozsiadła się na fotelu i puszczała bańki mydlane.
Niania zeszła do dziewczynki, widząc jak dobrze się bawi nie chciała jej przerywać.
-Alu, z czego jest masa na bańki mydlarne? –zapytała Maja nie przestając puszczać baniek.
-Bańki mydlane, nie mydlarne. –zaśmiała się Ala. – i nie masa tylko płyn kochana. Wydaje mi się, że jest to mydło i woda.
-A to mi zagadka! –powiedziała drapiąc swoją czuprynkę.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Alicja zdjęła fartuch i podeszła niespokojnie do drzwi domu. Mała Maja przestraszona obserwowała każdy ruch niani. Była pewna, że to pani Krystyna, ale to nie była ona tylko dostawca miejskich przesyłek. Niania westchnęła z ulgą.
-Sukienka dla dziewczynki uszyta z jedwabiu dla pani… Alicji Kruszynko, czy trafiłem pod dobry adres? –wyjaśnił marszcząc brwi.
-Tak, tak dziękuję, żegnam. –uśmiechnęła się odbierając paczkę.
-Majka zapraszam cię do swojego pokoiku, mam prezent dla mojej małej kruszynki.
Dziesięciolatka pobiegła do pokoju i stanęła przy oknie. Zaraz weszła niania trzymając paczkę, którą był niewielki kartonik zdobiony kolorowymi wstążkami i naklejkami.
-To jest twoje nowe odzienie, ale zanim je dostaniesz wymień mi proszę zasady postępowania z nowym ubrankiem. –powiedziała surowo Ala.
-A, więc… nie wychodzę w nim na podwórko, szanuję ubranie. Jeśli zdarzy się sytuacja, że ubrudzę sukienkę natychmiast mam ją zaprać w ciepłej wodzie z szarym mydłem… -lamentowała gorączkowo Maja.
-Wspaniale! Teraz powierzam ci prezent. –wyjaśniła przekazując kartonik.
Maja zniecierpliwiona chwyciła nożyczki i otworzyła niespodziankę. Zobaczywszy suknię popadła w czarną rozpacz.
-I jak ci się podoba? –uśmiechnęła się Maja.
-Y… no nie wiem, nie mój styl wolę bardziej obcisłe. Kolory… nie przepadam za zielenią, wolałabym różową. –smuciła się.
-Słucham?! To jest jedwab, najdroższy materiał w całej dzielnicy! Masz w niej chodzić i koniec!
-Ale nikt z moich koleżanek takich nie nosi. Preferuję bawełnę…
-Jutro idziesz w niej do szkoły, a teraz idź się umyć, bo zaszło słońce.
Maja zerknęła na nieładną sukienkę i westchnęła. Następnego poranka zbiegła do kuchni na śniadanie. Kobietki milczały. Tuż po posiłku uczennica podreptała do pokoju i ubrała nową sukienkę, która nie dość, że nieładna to i za duża.
-Jakie buciki do tego pasują? –zadręczała się Maja.
-O te. –powiedziała niania wskazując na kremowe baleriny.
Maja zastanowiła się minutę, po czym włożyła swoje małe stopy w buciki. Wzięła plecak i wyszła z domu do szkoły. Idąc podziwiała nadchodzącą wiosnę. Śpiewające ptaki wprawiały ją w roztańczony nastrój, to też szła kołysząc się. Wchodząc do szkoły zauważyła, że uczniowie dziwnie się na nią patrzą i szepczą coś do siebie. Maja podeszła do Beaty i uśmiechnęła się.
-Odrobiłaś zadania, były bardzo trudne nie sądzisz? –zapytała Maja.
Szkoła ta była bardzo ładna i przejrzysta, dzieci miłe aczkolwiek zależy, kiedy.
-W coś ty się ubrała! –krzyknęła Beata.
-To jedwab. –jęknęła zawstydzona.
Po chwili ozwał się głos Piotra.
-Oho ho jaka królewna, nosi sukienkę jedwabiu! –kpił chłopak.
Maja zaczęła płakać i uciekła szybko do klasy. Nauczycielka również dziwnie spoglądała na dziewuszkę.
Na przerwie wszystkie dzieciaki wyśmiewały koleżankę, kpiły z niej i drwiły. Maja siedziała cicho w kąciku i dyskretnie płakała. W tej szkole była pewna grupka dzieci: Kamila, Karol, Agatka i Stefan. Byli oni szkolnymi gwiazdami. Banda podeszła do siedzącej w kąciku dziewczynki i…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz