Rozdział 9
Tymczasem Klaudiusz próbował uratować
koleżankę.
-Nie poddawaj się już idę!
–krzyczał dodając ducha kumie.
Klaudiusz zszedł już tak głęboko,
a Mai ani śladu. Chłopiec wracał na górę. Otrzepał ubranie z błota i westchnął.
-Nie dam rady zejść głębiej, bo utonę…
-załamał się chłopak.
-Jak to ,,utonę”? Nie rozumiem…
-dziwiła się niania ocierając pot z czoła.
-No… to jest kanał, więc w pewnym
momencie zaczyna się woda, czyli ścieki, Maja utonęła. –wyjaśnił zakłopotany.
Kobieta zadzwoniła po straż
miejską. Ludzie przyjechali niebieskim wozem i wrzucili do kanału drabinkę,
myśląc, że Maja ja chwyci. Bezskutecznie.
-Zejdę tam. –rzekł chojracko pan
strażak.
-Tam jest woda. –oznajmił
przekonany chłopczyk.
-W takim razie zanurkuję.
-Ta jasne w ściekach?! –zdziwił
się Klaudiusz.
Mężczyzna powoli obsuwał się po
drabince stawiając nogi na wypukleniach skalnych. Popatrzywszy na wodne ścieki
wskoczył do niej bez wahania. Woda była tak brudna, że nie było nic w niej
widać. Wpłynął, więc w długi zalany wodą korytarz. Z oddali ujrzał mały łebek
dziecka. Prędko podpłynął do danego miejsca. To była Maja! Ale czy żywa?
Dziewczynka miała zamknięte oczy i podparta była o rurę prowadzącą do góry. Jej
ciało lekko unosiły się na wodzie. Strażak chwycił zmarzniętą dziewczynkę i wrócił
tak skąd przypłynął. Z wielkim trudem wypchnął dziecko na ulicę. Maja była
blada, zimna i nie słychać było bicia serca. Alicja natychmiast wybuchnęła
gorzkim płaczek i tuląc podopieczną najmocniej jak potrafi zadzwoniła na
pogotowie. Strażak przykucnął obok płotu i próbował złapać oddech. Klaudiusz
obojętnie przyglądał się całej sytuacji.
-Maja… Powiedz coś. –szepnął
Klaudiusz spoglądając na nieprzytomną koleżankę.
Alicja spojrzała przygnębiona na
chłopca i widząc spływające po jego policzkach łzy załkała.
-Nie ma dla Mai ratunku, idź już
chłopcze. –powiedziała zerkając na Klaudiusza.
-Nigdy! Nie zostawię Mai.
–zaprotestował kładąc się na chodniku.
W mgnieniu oka zjawiła się
karetka, zabrała wszystkich do szpitala. Maja została zabrana na odział. Po
chwili wyszedł lekarz z posmutniałą miną.
-Jak do tego doszło? –zapytał
zakłopotany.
-Potknęła się i wpadła do
kanalizacji. –wyjaśniła zapłakana niania.
-Rozumiem. Dziewczynka jest w
bardzo poważnym stanie. –oznajmił wlepiając wzrok w podłogę.
-Ale… Czy będzie żyła?
-Nie mogę tego obiecać. –jęknął
doktor Uran, idąc przed siebie.
Alicja usiadła na krzesełku i
znów płakała. Po chwili wstała i poszła do salki, gdzie leżała Maja. Pochyliła
się nad jej łóżkiem i przytuliła jej dłoń.
-Bądź silna Maju. –szeptała Ala.
Pojawił się doktor Uran trzymając
kartkę i długopis powiedział.
-Dziewczynka ma złamane żebra,
nogę i rękę, prawdopodobnie ma też uraz głowy i nie wykluczam zaniku pamięci z
kilku ostatnich dni.
Alicja milczała. Maja ruszyła
ręką. Lekarz natychmiast wstał i podłączył kroplówkę, poprawił tlenową maskę i
uśmiechnął się.
-Jest jednak pewność, że… Że
żyje.
Doktor opuścił pokój…
Świetny! :D Bardzo przyjemnie się czyta.. oby tak dalej! Chyba będę częstszym gościem tutaj ^^ W wolnej chwili zapraszam do mnie http://opowiadaniaowampirachwampirblog.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń